Większość au pair zaraz po przyjeździe do Stanów zaczyna tyć i co za tym idzie po dwóch miesiącach zapisują się na siłownie, żeby pozbyć się nadmiaru ciałka. Ale dlaczego au pair tyją? Można by powiedzieć, że jedzą wszystko co mają w zasięgu wzroku. Osobiście jem dużo. Zawsze jadłam dużo i nigdy się nie przejmowałam moją wagę, z tego względu, że zwyczajnie nie tyłam. A jak już to nawet nie było tego widać i zaraz magicznie dodatkowy kilogram, czy też dwa znikały. Niestety po przyjeździe do Stanów mimo że nie widziałam różnicy w wyglądzie swojego ciała to po trzech miesiącach nie mogłam się zmieścić w moje ulubione jeansy.
Nie jadłam więcej, niż zwykle (a jem bardzo dużo), jak również nie jadłam śmieciowego jedzenia. Amerykanie (przynajmniej ci, których ja spotkałam) nie jadają w sieciówkach typu McDonalds, KFC, Taco Bells, czy innych tego typu fast foodach. Moja obecna host family również nie często zamawia jedzenie, a jak już to jest to najczęściej jedzenie wietnamskie, japońskie lub koreańskie. Jedzą również zdrowiej i mniej, niż Polacy. Pomiędzy posiłkami jedzą owoce lub warzywa, a każde główne danie jest świeżo przygotowywane.
Na czy więc polega problem? Jedzenie w Stanach jest zupełnie inne, niż w Europie. Nawet produkty organiczne są bardzo przetworzone. Zjadając na śniadanie bagel z żółtym serem dostarczamy swojemu organizmowi ponad 300 kalorii.przy czym owsianka ma ich 70. Najbardziej tuczy tutaj pieczywo i żółty ser. Tak więc zamiast kanapki z serem na śniadanie wybierz płatki owsiane z owocami! I oczywiście, jeżeli nie masz dobrej przemiany materii to większa ilość jedzenia też sprawi, że będziesz tyć. W związku w tym jedzcie zdrowo i rozsądnie!
sobota, 3 września 2016
piątek, 19 sierpnia 2016
Możesz pomóc i Ty!
Parę minut temu natknęłam się na taki oto link:
https://www.gofundme.com/2kfbzd8
Au pair została okradziona przez swoją hostkę. Pracujemy bardzo ciężko za $200 tygodniowo i jeszcze zdarzają się niektórym z nas tak okropne rzeczy. Z całego serca popieram tę donację, dlatego bardzo proszę, zrezygnuj w tym tygodniu z chociaż dwóch Starbucks i wspomóż koleżankę.
Życzę wszystkim i każdemu z osobna, aby nigdy się wam taka sytuacja nie zdarzyła!
https://www.gofundme.com/2kfbzd8
Au pair została okradziona przez swoją hostkę. Pracujemy bardzo ciężko za $200 tygodniowo i jeszcze zdarzają się niektórym z nas tak okropne rzeczy. Z całego serca popieram tę donację, dlatego bardzo proszę, zrezygnuj w tym tygodniu z chociaż dwóch Starbucks i wspomóż koleżankę.
Życzę wszystkim i każdemu z osobna, aby nigdy się wam taka sytuacja nie zdarzyła!
czwartek, 18 sierpnia 2016
Au pair - dream or nightmare?
Decydując się na bycie au pair mamy obraz amerykańskiej rodziny i siebie jako jej członka. Wyobrażamy sobie, że będzie to fantastyczny rok, że będą nas wspierać i traktować jak córkę/syna. Żyjemy w bańce omamieni samą możliwością wyjazdu do Stanów, tą perfect rodziną, wspaniałymi dziećmi, możliwością podróży i wielu innych rzeczy. Po przyjeździe bańka pęka i się zastanawiamy co z nami jest nie tak? Miało być przecież tak pięknie, dlaczego więc teraz żyjemy w koszmarze?
Niestety często się zdarza tak, że au pair wyjeżdża z kraju z głową nabitą bzdurami o niesamowitym życiu w Stanach. Jak to w rzeczywistości jest zaraz wam opiszę. Niestety podane przypadki nie będą odosobnione. Mam nadzieję, że ten post chroni wszystkie przyszłe au pair od ogromnego rozczarowania i będą miały świadomość, że nie zawsze jest tutaj kolorowo. Pewność, że z wami nigdy tak nie będzie będziecie mieli dopiero po zakończeniu programu.
Na co tym razem operowski świat narzeka? Jedzenie.
Zgodnie z zasadami programu rodzina musi zapewnić ich niewolni... ekhem, au pair jedzenie. Przed wyjazdem oczywiście nikt się nie martwi tak mało istotną rzeczą, bo przecież jak to nie mieć nic w lodówce? Ano tak to. W dużej mierze au pair albo nie ma kompletnie co jeść, coś jest very expensive, kupią jej cream cheese jaki chciała po trzech tygodniach, albo... nie może brać nic z lodówki, bo przecież to jest dla dzieci!
Chore prawda? A jednak prawdziwe!
Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że mieszkając u rodziny i zajmując się ich dziećmi hości będą skąpić swojej au pair jedzenia, albo w ogóle nie będę jej w go zaopatrywać. Jest to przykre i cholernie niesprawiedliwe. Ale co z tym zrobić? Można się skontaktować z agencją, ale w większości przypadków agencje mają to gdzieś, bo przecież jest chleb w domu! Ok, ale z czym masz to jeść? I jak długo można na chlebie ciągnąć? Można się zgłosić do departamentu stanu, że rodzina łamie zasady programu, tylko jest to raczej opcja dla dziewczyn, które rzeczywiści mają pustą lodówkę. Co zrobić, gdy nie macie owoców w domu, nie możecie kupić tego co lubicie, albo co potrzebujecie? Trudno powiedzieć. Można rozmawiać z host family, jeżeli się to zmieni no to spoko, ale jeżeli nie to co dalej?
Jeszcze lepsza rzecz jest, gdy au pair weźmie coś z lodówki, a później słyszy, że nie mogła tego zjeść, bo coś tam.
Na przykład au pair nie może używać whole milk, ponieważ jest dla dzieci/tylko do kawy/jakiś jeszcze beznadziejny powód i może pić tylko fat free.
Dlaczego wzięłaś szynkę z lodówki? Ona jest very expensive/jest moja.
Możesz jeść wszystko, oprócz tego co jest w lodówce i w szafce, bo jest dla dzieci/very expensive.
Jeżeli chcesz coś ze sklepu to mi powiedz. Głupio jednak dać listę tylko dla Ciebie wielkości ich zakupów dla całej rodziny, więc kończy się tylko na płatkach i jogurcie.
My wychodzimy na lunch, jak chcesz iść z nami to musisz zapłacić za siebie/ty zostajesz w domu.
I można tak wymieniać i wymieniać.
Prawda jest taka, że au pair nie jest tutaj członkiem rodziny i nigdy nie będzie. Jest tylko tanią siłą roboczą, która powinna się cieszyć z samej możliwości przyjazdu do Stanów. Oczywiście znajdą się normalne rodziny, które traktują swoją au pair jak człowieka, a nie niewolnika. Niestety są to rzadkie przypadki i znajdują się one na wymarciu.
I jak zwykle mimo wszystkiego każdego zachęcam do wyjazdu jako au pair! Nigdy nie wiesz co cię w życiu spotka, a taką szansę masz tylko jedną. :)
Niestety często się zdarza tak, że au pair wyjeżdża z kraju z głową nabitą bzdurami o niesamowitym życiu w Stanach. Jak to w rzeczywistości jest zaraz wam opiszę. Niestety podane przypadki nie będą odosobnione. Mam nadzieję, że ten post chroni wszystkie przyszłe au pair od ogromnego rozczarowania i będą miały świadomość, że nie zawsze jest tutaj kolorowo. Pewność, że z wami nigdy tak nie będzie będziecie mieli dopiero po zakończeniu programu.
Na co tym razem operowski świat narzeka? Jedzenie.
Zgodnie z zasadami programu rodzina musi zapewnić ich niewolni... ekhem, au pair jedzenie. Przed wyjazdem oczywiście nikt się nie martwi tak mało istotną rzeczą, bo przecież jak to nie mieć nic w lodówce? Ano tak to. W dużej mierze au pair albo nie ma kompletnie co jeść, coś jest very expensive, kupią jej cream cheese jaki chciała po trzech tygodniach, albo... nie może brać nic z lodówki, bo przecież to jest dla dzieci!
Chore prawda? A jednak prawdziwe!
Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że mieszkając u rodziny i zajmując się ich dziećmi hości będą skąpić swojej au pair jedzenia, albo w ogóle nie będę jej w go zaopatrywać. Jest to przykre i cholernie niesprawiedliwe. Ale co z tym zrobić? Można się skontaktować z agencją, ale w większości przypadków agencje mają to gdzieś, bo przecież jest chleb w domu! Ok, ale z czym masz to jeść? I jak długo można na chlebie ciągnąć? Można się zgłosić do departamentu stanu, że rodzina łamie zasady programu, tylko jest to raczej opcja dla dziewczyn, które rzeczywiści mają pustą lodówkę. Co zrobić, gdy nie macie owoców w domu, nie możecie kupić tego co lubicie, albo co potrzebujecie? Trudno powiedzieć. Można rozmawiać z host family, jeżeli się to zmieni no to spoko, ale jeżeli nie to co dalej?
Jeszcze lepsza rzecz jest, gdy au pair weźmie coś z lodówki, a później słyszy, że nie mogła tego zjeść, bo coś tam.
Na przykład au pair nie może używać whole milk, ponieważ jest dla dzieci/tylko do kawy/jakiś jeszcze beznadziejny powód i może pić tylko fat free.
Dlaczego wzięłaś szynkę z lodówki? Ona jest very expensive/jest moja.
Możesz jeść wszystko, oprócz tego co jest w lodówce i w szafce, bo jest dla dzieci/very expensive.
Jeżeli chcesz coś ze sklepu to mi powiedz. Głupio jednak dać listę tylko dla Ciebie wielkości ich zakupów dla całej rodziny, więc kończy się tylko na płatkach i jogurcie.
My wychodzimy na lunch, jak chcesz iść z nami to musisz zapłacić za siebie/ty zostajesz w domu.
I można tak wymieniać i wymieniać.
Prawda jest taka, że au pair nie jest tutaj członkiem rodziny i nigdy nie będzie. Jest tylko tanią siłą roboczą, która powinna się cieszyć z samej możliwości przyjazdu do Stanów. Oczywiście znajdą się normalne rodziny, które traktują swoją au pair jak człowieka, a nie niewolnika. Niestety są to rzadkie przypadki i znajdują się one na wymarciu.
I jak zwykle mimo wszystkiego każdego zachęcam do wyjazdu jako au pair! Nigdy nie wiesz co cię w życiu spotka, a taką szansę masz tylko jedną. :)
wtorek, 2 sierpnia 2016
Time to say goodbye
Zostawiając swoje miasto i swoich przyjaciół myślisz sobie, że nic się między wami nie zmieni po tym jak wyjedziesz na rok, albo dwa (a czasami na zawsze) do Stanów. Czasami jednak osoby, które uważasz za przyjaciół odzywają się tylko w pierwszym miesiącu, a później cisza.
Teraz wam powiem, że nie ma się co martwić takimi rzeczami! Jeżeli uważasz, że to nie fair - just say goodbye!
Jak to ze mną jest? Cóż z moją najlepszą przyjaciółką znamy się przeszło dwanaście lat. W związku z tym, że nawet w Polsce nie rozmawiałyśmy ze sobą codziennie, a nawet miałyśmy kilkumiesięczne przerwy nie rusza mnie to, że się do siebie nie odzywamy od jakiegoś czasu. Każda z nas ma swoje życie i często jest tak, że po prostu nie mamy czasu dla siebie - całkiem normalna rzecz. Jednakże wiem, że zawsze gdy będę jej potrzebować będzie obok mnie, I to jest dla mnie prawdziwa przyjaźń. :)
Wiadomo oczywiście, że każdy jest inny, z jednymi rozmawiamy częściej, a z innymi wcale. Ale wiecie co wam powiem? Jeżeli się okaże, że po wyjeździe wasi przyjaciele już nimi nie są - nie ma się co przejmować! Wiecie dlaczego? Bo poznacie tutaj niesamowitych ludzi! Tutaj zaczną się nowe przyjaźnie nawet na całe życie! Będziecie mieć tutaj ludzi, na których zawsze możecie liczyć - niezależnie od stanu w jakim się znajdujecie! Ja takie osoby znalazłam i uważam się za szczęściarę, że poznałam takich fantastycznych ludzi, na których zawsze mogę liczyć!
Teraz wam powiem, że nie ma się co martwić takimi rzeczami! Jeżeli uważasz, że to nie fair - just say goodbye!
Jak to ze mną jest? Cóż z moją najlepszą przyjaciółką znamy się przeszło dwanaście lat. W związku z tym, że nawet w Polsce nie rozmawiałyśmy ze sobą codziennie, a nawet miałyśmy kilkumiesięczne przerwy nie rusza mnie to, że się do siebie nie odzywamy od jakiegoś czasu. Każda z nas ma swoje życie i często jest tak, że po prostu nie mamy czasu dla siebie - całkiem normalna rzecz. Jednakże wiem, że zawsze gdy będę jej potrzebować będzie obok mnie, I to jest dla mnie prawdziwa przyjaźń. :)
Wiadomo oczywiście, że każdy jest inny, z jednymi rozmawiamy częściej, a z innymi wcale. Ale wiecie co wam powiem? Jeżeli się okaże, że po wyjeździe wasi przyjaciele już nimi nie są - nie ma się co przejmować! Wiecie dlaczego? Bo poznacie tutaj niesamowitych ludzi! Tutaj zaczną się nowe przyjaźnie nawet na całe życie! Będziecie mieć tutaj ludzi, na których zawsze możecie liczyć - niezależnie od stanu w jakim się znajdujecie! Ja takie osoby znalazłam i uważam się za szczęściarę, że poznałam takich fantastycznych ludzi, na których zawsze mogę liczyć!
sobota, 23 lipca 2016
American dream?
Zastanawiam się na rematchem - znowu! Chyba nie będę miała mojego american dream.
Już od jakiegoś czasu wkurzało mnie to, że nie mam auta i mówiłam o tym moim hostom. Słyszałam wtedy, że się rozglądają, że szukają i że coś tam. Ok, przeżyłam cztery miesiące bez auta to dam radę do końca roku - tak sobie pomyślałam, gdy już wiedziałam, że nie ma sensu błagać i prosić. Ostatnio się dowiedziałam, że moi hości się rozwodzą. Ciężka sprawa, ale znów stwierdziłam, że dam radę. Jestem silna, ja sobie nie poradzę? I wtedy kolejna szpilka się wdarła. Hostka oznajmiła mi, że będą mieszkać w dwóch osobnych mieszkaniach i będę wędrować z dzieciakami na zasadzie dwa dni tu, dwa dni tam i weekend co tydzień z kimś innym. Ok, bez samochodu słabo, bo niby jak mam się dostać do drugiego mieszkania z dzieciakami? Teleportować się? Ale hostka mnie uspokoiła i mówi, że pozostaniemy w tym samym dystrykcie, żeby młoda nie musiała zmieniać szkoły - spoko! Kolejna szpila. Hostka poinformowała mnie - tak, poinformowała, nie spytała - że gdy zamieszkamy w nowym mieszkaniu to wprowadzi się do nas jej koleżanka. Osobiście za nią nie przepadam, więc nie paliłam się do tego pomysłu. Następnie poinformowała mnie, że jeżeli zostaniemy w obecnym domu, a host wyprowadzi się do innego to - UWAGA - jej koleżanka zajmie mój pokój (mój wspaniały pokój :( ) a ja będę miała takie szczęście, że będę mogła sobie wybrać jedną z sypialni dzieci, którą będę chciała (serio!?). Co jest równoznaczne z dzieleniem łazienki z dziećmi. Ale gwóźdź do trumny był wczoraj.
Hostka poinformowała mnie o godzinie 9pm, że mam wolny piątek i cały weekend, bo oni wyjeżdżają. Ok, dzięki za szybkie poinformowanie mnie, że mogę sobie zrobić plany i gdzieś pojechać! Spytałam się jej co w takim razie z moją uczelnią, bo mam zajęcia w sobotę na 10. Powiedziała, że w związku z tym, że uber jest drogi (20$ za przejażdżkę w jedną i drugą stronę. Jak dla mnie to nie jest to majątek...) to mam wziąć autobus. Spytałam się, czy z jej głową jest wszystko ok, bo komunikacją miejską to są dwie godziny drogi, w dodatku trzema różnymi osobami. Gdy jej to po raz kolejny uświadomiłam to powiedziała mi, że jak pojadę uberem to możemy podzielić koszty, wtf? Widząc mój wzrok dała mi kolejną alternatywę. UWAGA, UWAGA! Mam poprosić jakiegoś znajomego, żeby mnie podwiózł na zajęcia... Ręce mi opadły. Powiedziałam więc jej, że to nie fair, iż zostawiają mnie na cały weekend bez samochodu, bo co mi po tym wolnym, skoro i tak będę siedziała z dupą w domu. To mi odpowiedziała, że w kontrakcie nie ma, że muszą mieć dla mnie samochód i wie, że to jest wkurzające, ale generalnie nic ją to nie obchodzi.
Co mnie jeszcze denerwuje, to to że pomimo tego, że robię więcej, niż powinnam to ostatnio również usłyszałam coś co mnie wmurowało w ziemie. Chciałam wziąć takie zajęcia na uczelni, które by mi coś dały. I wybrałam sobie prawo w biznesie, z takiego względu, że mnie to zwyczajnie interesuje. Zajęcia zaczynałyby się o godzinie 6:30pm. Powiedziałam o tym mojej HM. Wiecie co usłyszałam? Że mam wybrać zajęcia nocne (od 8pm) albo weekendowe, bo ona nie chce prosić męża, żeby specjalnie zwalniał się wcześniej z pracy, a ona mi nie może obiecać, że będzie wracała wcześniej. Słucham? Ja robię więcej, niż powinnam (około 11-12h dziennie), a ona mi mówi, że problemem dla niej jest wcześniejszy powrót do domu dwa razy w tygodniu? Serio? I jeszcze dodała, że przecież robię to tylko dla kredytów... Może niektórzy robią to tylko dla kredytów i chcą chodzić na taniec, albo aerobik. Ja natomiast chciałabym coś wynieść z tych zajęć.
Już naprawdę nie wiem jak mam tutaj żyć. Życie operki, takie piękne! Szczerze? Czasami jest to koszmar na jawie!
Gdybym była osobą, która się łatwo poddaje to wróciłabym do domu. Ale nie po to tutaj przyjechałam. Jestem tutaj, żeby spełniać moje marzenia, poznawać świat i kulturę! Tak więc nie ugnę się, nie spadnę, mimo tego, że ludzie starają się mnie zwalić w dół. I wiecie co wam powiem? Będę walczyć o swoje. Po raz kolejny zdecyduje się na swoje szczęście, znów pomyślę o sobie i zmienię rodzinę. I będę to robić dopóki nie poczuję, że osiągnęłam to po co tu przyjechałam.
Pomimo wszystkich złych sytuacji, jeżeli wątpicie w słuszność swojego wyjazdu powiem wam tylko jedno. Nie pozwólcie by porażki innych osób powstrzymały was od spełniania waszych marzeń! :)
Już od jakiegoś czasu wkurzało mnie to, że nie mam auta i mówiłam o tym moim hostom. Słyszałam wtedy, że się rozglądają, że szukają i że coś tam. Ok, przeżyłam cztery miesiące bez auta to dam radę do końca roku - tak sobie pomyślałam, gdy już wiedziałam, że nie ma sensu błagać i prosić. Ostatnio się dowiedziałam, że moi hości się rozwodzą. Ciężka sprawa, ale znów stwierdziłam, że dam radę. Jestem silna, ja sobie nie poradzę? I wtedy kolejna szpilka się wdarła. Hostka oznajmiła mi, że będą mieszkać w dwóch osobnych mieszkaniach i będę wędrować z dzieciakami na zasadzie dwa dni tu, dwa dni tam i weekend co tydzień z kimś innym. Ok, bez samochodu słabo, bo niby jak mam się dostać do drugiego mieszkania z dzieciakami? Teleportować się? Ale hostka mnie uspokoiła i mówi, że pozostaniemy w tym samym dystrykcie, żeby młoda nie musiała zmieniać szkoły - spoko! Kolejna szpila. Hostka poinformowała mnie - tak, poinformowała, nie spytała - że gdy zamieszkamy w nowym mieszkaniu to wprowadzi się do nas jej koleżanka. Osobiście za nią nie przepadam, więc nie paliłam się do tego pomysłu. Następnie poinformowała mnie, że jeżeli zostaniemy w obecnym domu, a host wyprowadzi się do innego to - UWAGA - jej koleżanka zajmie mój pokój (mój wspaniały pokój :( ) a ja będę miała takie szczęście, że będę mogła sobie wybrać jedną z sypialni dzieci, którą będę chciała (serio!?). Co jest równoznaczne z dzieleniem łazienki z dziećmi. Ale gwóźdź do trumny był wczoraj.
Hostka poinformowała mnie o godzinie 9pm, że mam wolny piątek i cały weekend, bo oni wyjeżdżają. Ok, dzięki za szybkie poinformowanie mnie, że mogę sobie zrobić plany i gdzieś pojechać! Spytałam się jej co w takim razie z moją uczelnią, bo mam zajęcia w sobotę na 10. Powiedziała, że w związku z tym, że uber jest drogi (20$ za przejażdżkę w jedną i drugą stronę. Jak dla mnie to nie jest to majątek...) to mam wziąć autobus. Spytałam się, czy z jej głową jest wszystko ok, bo komunikacją miejską to są dwie godziny drogi, w dodatku trzema różnymi osobami. Gdy jej to po raz kolejny uświadomiłam to powiedziała mi, że jak pojadę uberem to możemy podzielić koszty, wtf? Widząc mój wzrok dała mi kolejną alternatywę. UWAGA, UWAGA! Mam poprosić jakiegoś znajomego, żeby mnie podwiózł na zajęcia... Ręce mi opadły. Powiedziałam więc jej, że to nie fair, iż zostawiają mnie na cały weekend bez samochodu, bo co mi po tym wolnym, skoro i tak będę siedziała z dupą w domu. To mi odpowiedziała, że w kontrakcie nie ma, że muszą mieć dla mnie samochód i wie, że to jest wkurzające, ale generalnie nic ją to nie obchodzi.
Co mnie jeszcze denerwuje, to to że pomimo tego, że robię więcej, niż powinnam to ostatnio również usłyszałam coś co mnie wmurowało w ziemie. Chciałam wziąć takie zajęcia na uczelni, które by mi coś dały. I wybrałam sobie prawo w biznesie, z takiego względu, że mnie to zwyczajnie interesuje. Zajęcia zaczynałyby się o godzinie 6:30pm. Powiedziałam o tym mojej HM. Wiecie co usłyszałam? Że mam wybrać zajęcia nocne (od 8pm) albo weekendowe, bo ona nie chce prosić męża, żeby specjalnie zwalniał się wcześniej z pracy, a ona mi nie może obiecać, że będzie wracała wcześniej. Słucham? Ja robię więcej, niż powinnam (około 11-12h dziennie), a ona mi mówi, że problemem dla niej jest wcześniejszy powrót do domu dwa razy w tygodniu? Serio? I jeszcze dodała, że przecież robię to tylko dla kredytów... Może niektórzy robią to tylko dla kredytów i chcą chodzić na taniec, albo aerobik. Ja natomiast chciałabym coś wynieść z tych zajęć.
Już naprawdę nie wiem jak mam tutaj żyć. Życie operki, takie piękne! Szczerze? Czasami jest to koszmar na jawie!
Gdybym była osobą, która się łatwo poddaje to wróciłabym do domu. Ale nie po to tutaj przyjechałam. Jestem tutaj, żeby spełniać moje marzenia, poznawać świat i kulturę! Tak więc nie ugnę się, nie spadnę, mimo tego, że ludzie starają się mnie zwalić w dół. I wiecie co wam powiem? Będę walczyć o swoje. Po raz kolejny zdecyduje się na swoje szczęście, znów pomyślę o sobie i zmienię rodzinę. I będę to robić dopóki nie poczuję, że osiągnęłam to po co tu przyjechałam.
Pomimo wszystkich złych sytuacji, jeżeli wątpicie w słuszność swojego wyjazdu powiem wam tylko jedno. Nie pozwólcie by porażki innych osób powstrzymały was od spełniania waszych marzeń! :)
czwartek, 30 czerwca 2016
Las Vegas baby!
W piątek załatwiłam sobie cały dzień wolnego i w czwartek wieczorem wyjechałyśmy z Kasią i Justyną do Las Vegas. Jechałyśmy całą noc i do muzeum neonów w Las Vegas dotarłyśmy koło 8 rano. Za wycieczkę zapłaciłyśmy jakieś 14$ za osobę.
Gdy w końcu dotarłyśmy do naszego super hotelu z basenem to szczęki nam opadły. Wyglądało to jak tani motel z filmów, gdzie przyprowadza się panie do towarzystwa. W basenie natomiast myli się bezdomni. Generalnie tragedia. Na zdjęciach wyglądało to zupełnie inaczej, przynajmniej Justyna tak twierdzi. W związku z tym, że przy rezerwacji wzięli numer karty nawet nie mogłyśmy zmienić hotelu.
Pomijając te niedogodności w sumie cały weekend spędziłyśmy na pool party i imprezach w klubach. Wszystko to znajdowało się w bardzo drogich hotelach.
Pogodę miałyśmy okropną. Codziennie koło 50 stopni Celcjusza, nie było nawet czym oddychać. Co jest fajne w Las Vegas to nie ważne o której godzinie idziesz przez miasto, cały czas gra muzyka na ulicach. To jest naprawdę magiczne miejsce i tak bardzo jak mi się podobało to nie chciałabym tam mieszkać. Mimo wszystko ciężko się tam żyje.
W powrotnej drodze zahaczyłyśmy jeszcze o tamę Hoovera. Wracając spędziłyśmy 15 godzin w samochodzie. Niestety, ale załapałyśmy się na korki. Nadal nie mogę uwierzyć, że na pustyni, dosłownie PUSTYNI, stałyśmy w korku!
TIP
Jak już chcecie jechać do Las Vegas to lepiej zapłacić więcej za hotel w centrum miasta. Jeżeli będziecie się kierować ceną hotelu to i tak będziecie musieli brać ubera lub też taksówkę i nawet możecie wyjść na tym drożej.
Jak już wyżej mówiłam nie polecam Traveloge hotel. Naprawdę martwiłam się, że będą tam bedbugs, nie mówiąc już o tych bezdomnych.
Gdy w końcu dotarłyśmy do naszego super hotelu z basenem to szczęki nam opadły. Wyglądało to jak tani motel z filmów, gdzie przyprowadza się panie do towarzystwa. W basenie natomiast myli się bezdomni. Generalnie tragedia. Na zdjęciach wyglądało to zupełnie inaczej, przynajmniej Justyna tak twierdzi. W związku z tym, że przy rezerwacji wzięli numer karty nawet nie mogłyśmy zmienić hotelu.
Pomijając te niedogodności w sumie cały weekend spędziłyśmy na pool party i imprezach w klubach. Wszystko to znajdowało się w bardzo drogich hotelach.
Pogodę miałyśmy okropną. Codziennie koło 50 stopni Celcjusza, nie było nawet czym oddychać. Co jest fajne w Las Vegas to nie ważne o której godzinie idziesz przez miasto, cały czas gra muzyka na ulicach. To jest naprawdę magiczne miejsce i tak bardzo jak mi się podobało to nie chciałabym tam mieszkać. Mimo wszystko ciężko się tam żyje.
W powrotnej drodze zahaczyłyśmy jeszcze o tamę Hoovera. Wracając spędziłyśmy 15 godzin w samochodzie. Niestety, ale załapałyśmy się na korki. Nadal nie mogę uwierzyć, że na pustyni, dosłownie PUSTYNI, stałyśmy w korku!
TIP
Jak już chcecie jechać do Las Vegas to lepiej zapłacić więcej za hotel w centrum miasta. Jeżeli będziecie się kierować ceną hotelu to i tak będziecie musieli brać ubera lub też taksówkę i nawet możecie wyjść na tym drożej.
Jak już wyżej mówiłam nie polecam Traveloge hotel. Naprawdę martwiłam się, że będą tam bedbugs, nie mówiąc już o tych bezdomnych.
czwartek, 16 czerwca 2016
Perfect host family?
Oficjalnie stwierdzam, że nie ma czegoś takiego jak perfect host family. Po prostu nie ma. Zawsze jest coś nie tak, zawsze będą jakieś niedogodności i nawet spięcia. Jest to całkiem normalne, bo przecież mieszkamy z całkiem obcymi ludźmi, którzy mają już swoje nawyki, byli wychowywani w ten czy inny sposób i wychowują również po swojemu.
Bycie Au Pair to nie życie usłane różami przez rok. Wiadome jest, że nikt nie będzie traktował ciebie jak księżniczki czy też księcia, ale jesteśmy również ludźmi i chcemy szacunku. Nie tylko względem naszej ciężkiej pracy, ale również względem tego, że jesteśmy istotą ludzką i to nam się zwyczajnie należy.
Jakiś czas temu napisałam posta o rodzinach, które traktują Au Pair jak niewolnice. Nie zawsze tak jest, ale często się to zdarza. I przed wyjazdem należy mieć zawsze tą myśl, że może być tak, iż będzie trzeba zmienić rodzinę.
W mojej poprzedniej HF miałam swój samochód. Gdy zmatchowałam się z moją obecną HF otrzymałam informację, że jestem ich pierwszą Au Pair, więc nie mają jeszcze dla mnie samochodu, ale do czerwca go kupią. Mamy już prawie połowę czerwca, a samochodu nadal nie ma. Oczywiście mam możliwości skorzystania z samochodu mojej hostki. Problem pojawia się wtedy, gdy w ciągu tygodnia nie wraca na czas z pracy, w związku z tym pracuję ponad 10 godzin i nawet jak już wróci jest godzina 20 i nie mam już możliwości udania się do większego sklepu. Albo gdy w piątki po pracy wychodzi na miasto - wtedy mam piątek w domu. I tak samo jest z weekendami. Ktoś może pomyśleć - czemu nie skorzystasz z komunikacji miejskiej? Otóż komunikacja miejska w Stanach nie jest dobrze rozwinięta, więc jeżeli nie mieszkasz w centrum takiego miasta jak Nowy Jork to bez samochodu nigdzie się nie ruszysz.
Najgorsza rzecz jest taka, że niby w San Jose jest dużo Au Pair a przez cały mój pobyt tutaj, tak naprawdę spotkałam się z trzema. Przy czym tylko jedna miała samochód, dzięki czemu mogła po mnie przyjechać. Na spotkanie z dwoma pozostałymi podwiozła mnie hostka, ale jak miała mnie odebrać to spóźniła się trzy godziny...
Kolejna rzecz to są nastroje. Wiadomo, że nie każdy chodzi zawsze uśmiechnięty i jak mieszkasz z kimś to jest to naturalne, że jesteś wyczulony na zmianę czyjegoś zachowania. Otóż moja hostka od jakichś dwóch tygodni ma bad days. Nie mówi wprost, że coś jest nie tak, ale widzę po jej zachowaniu, że coś nie gra. Niby jak z nią rozmawiałam w weekend to mówiła, że wszystko jest dobrze i nie jest zła na mnie, ani nic takiego, ale mimo wszystko wyczuwa się tą atmosferę.
I kolejna rzecz to brak informacji. Moja hostka od jakichś trzech tygodni powinna kończyć pracę o 2 i być w domu około 3. Wraca o 5, 8, a czasami w ogóle nie wraca. I co mnie najbardziej wkurza? Że nie otrzymuję od niej informacji, że będzie później, albo że host będzie przed nią. W związku z tym, że nie mam samochodu to i tak jestem uziemiona w domu, więc dzieci cały czas są pod opieką. Niemniej jednak fajnie by było wiedzieć takie rzeczy, bo to przecież ja zajmuję się w tym momencie dziećmi ponad 10 godzin dziennie.
Naprawdę lubię swoją host family. Uważam, że są jedną z tych dobrych rodzin na jakie można trafić, ale jak widać nie są perfect. No bo kto jest?
To są takie małe rzeczy, które niby nie mają znaczenia, ale jednak są dosyć istotne. W związku z tym, że jestem osoba, która nie lubi być uzależniona od innych takie rzeczy mnie strasznie denerwują. Tak więc szykuję się do poważnej rozmowy z moimi hostami i mam szczerą nadzieję, że to pomoże. Jeżeli nie to trzeba zacisnąć zęby i jakoś przetrwać do stycznia.
Jak na razie dzięki temu programowi nauczyłam się między innymi tego, że ciężko się żyje z osobami o innym charakterze.
A z takich miłych rzeczy to w sobotę wybrałam się do Japońskiego ogrodu z Kasią, a w niedziele poszłam do kina i na zakupy z dwoma dziewczynami z Tajlandii. Było naprawdę sympatycznie!
Nie wiem czy to działa wszędzie i w każdym kinie, ale warto sprawdzić. W kinie w San Jose, jeżeli się pójdzie na seans przed 1PM jest on tańszy. My płaciłyśmy około 7$ za osobę, więc cena bardzo ładna. :)
Bycie Au Pair to nie życie usłane różami przez rok. Wiadome jest, że nikt nie będzie traktował ciebie jak księżniczki czy też księcia, ale jesteśmy również ludźmi i chcemy szacunku. Nie tylko względem naszej ciężkiej pracy, ale również względem tego, że jesteśmy istotą ludzką i to nam się zwyczajnie należy.
Jakiś czas temu napisałam posta o rodzinach, które traktują Au Pair jak niewolnice. Nie zawsze tak jest, ale często się to zdarza. I przed wyjazdem należy mieć zawsze tą myśl, że może być tak, iż będzie trzeba zmienić rodzinę.
W mojej poprzedniej HF miałam swój samochód. Gdy zmatchowałam się z moją obecną HF otrzymałam informację, że jestem ich pierwszą Au Pair, więc nie mają jeszcze dla mnie samochodu, ale do czerwca go kupią. Mamy już prawie połowę czerwca, a samochodu nadal nie ma. Oczywiście mam możliwości skorzystania z samochodu mojej hostki. Problem pojawia się wtedy, gdy w ciągu tygodnia nie wraca na czas z pracy, w związku z tym pracuję ponad 10 godzin i nawet jak już wróci jest godzina 20 i nie mam już możliwości udania się do większego sklepu. Albo gdy w piątki po pracy wychodzi na miasto - wtedy mam piątek w domu. I tak samo jest z weekendami. Ktoś może pomyśleć - czemu nie skorzystasz z komunikacji miejskiej? Otóż komunikacja miejska w Stanach nie jest dobrze rozwinięta, więc jeżeli nie mieszkasz w centrum takiego miasta jak Nowy Jork to bez samochodu nigdzie się nie ruszysz.
Najgorsza rzecz jest taka, że niby w San Jose jest dużo Au Pair a przez cały mój pobyt tutaj, tak naprawdę spotkałam się z trzema. Przy czym tylko jedna miała samochód, dzięki czemu mogła po mnie przyjechać. Na spotkanie z dwoma pozostałymi podwiozła mnie hostka, ale jak miała mnie odebrać to spóźniła się trzy godziny...
Kolejna rzecz to są nastroje. Wiadomo, że nie każdy chodzi zawsze uśmiechnięty i jak mieszkasz z kimś to jest to naturalne, że jesteś wyczulony na zmianę czyjegoś zachowania. Otóż moja hostka od jakichś dwóch tygodni ma bad days. Nie mówi wprost, że coś jest nie tak, ale widzę po jej zachowaniu, że coś nie gra. Niby jak z nią rozmawiałam w weekend to mówiła, że wszystko jest dobrze i nie jest zła na mnie, ani nic takiego, ale mimo wszystko wyczuwa się tą atmosferę.
I kolejna rzecz to brak informacji. Moja hostka od jakichś trzech tygodni powinna kończyć pracę o 2 i być w domu około 3. Wraca o 5, 8, a czasami w ogóle nie wraca. I co mnie najbardziej wkurza? Że nie otrzymuję od niej informacji, że będzie później, albo że host będzie przed nią. W związku z tym, że nie mam samochodu to i tak jestem uziemiona w domu, więc dzieci cały czas są pod opieką. Niemniej jednak fajnie by było wiedzieć takie rzeczy, bo to przecież ja zajmuję się w tym momencie dziećmi ponad 10 godzin dziennie.
Naprawdę lubię swoją host family. Uważam, że są jedną z tych dobrych rodzin na jakie można trafić, ale jak widać nie są perfect. No bo kto jest?
To są takie małe rzeczy, które niby nie mają znaczenia, ale jednak są dosyć istotne. W związku z tym, że jestem osoba, która nie lubi być uzależniona od innych takie rzeczy mnie strasznie denerwują. Tak więc szykuję się do poważnej rozmowy z moimi hostami i mam szczerą nadzieję, że to pomoże. Jeżeli nie to trzeba zacisnąć zęby i jakoś przetrwać do stycznia.
Jak na razie dzięki temu programowi nauczyłam się między innymi tego, że ciężko się żyje z osobami o innym charakterze.
A z takich miłych rzeczy to w sobotę wybrałam się do Japońskiego ogrodu z Kasią, a w niedziele poszłam do kina i na zakupy z dwoma dziewczynami z Tajlandii. Było naprawdę sympatycznie!
Nie wiem czy to działa wszędzie i w każdym kinie, ale warto sprawdzić. W kinie w San Jose, jeżeli się pójdzie na seans przed 1PM jest on tańszy. My płaciłyśmy około 7$ za osobę, więc cena bardzo ładna. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




