Zastanawiam się na rematchem - znowu! Chyba nie będę miała mojego american dream.
Już od jakiegoś czasu wkurzało mnie to, że nie mam auta i mówiłam o tym moim hostom. Słyszałam wtedy, że się rozglądają, że szukają i że coś tam. Ok, przeżyłam cztery miesiące bez auta to dam radę do końca roku - tak sobie pomyślałam, gdy już wiedziałam, że nie ma sensu błagać i prosić. Ostatnio się dowiedziałam, że moi hości się rozwodzą. Ciężka sprawa, ale znów stwierdziłam, że dam radę. Jestem silna, ja sobie nie poradzę? I wtedy kolejna szpilka się wdarła. Hostka oznajmiła mi, że będą mieszkać w dwóch osobnych mieszkaniach i będę wędrować z dzieciakami na zasadzie dwa dni tu, dwa dni tam i weekend co tydzień z kimś innym. Ok, bez samochodu słabo, bo niby jak mam się dostać do drugiego mieszkania z dzieciakami? Teleportować się? Ale hostka mnie uspokoiła i mówi, że pozostaniemy w tym samym dystrykcie, żeby młoda nie musiała zmieniać szkoły - spoko! Kolejna szpila. Hostka poinformowała mnie - tak, poinformowała, nie spytała - że gdy zamieszkamy w nowym mieszkaniu to wprowadzi się do nas jej koleżanka. Osobiście za nią nie przepadam, więc nie paliłam się do tego pomysłu. Następnie poinformowała mnie, że jeżeli zostaniemy w obecnym domu, a host wyprowadzi się do innego to - UWAGA - jej koleżanka zajmie mój pokój (mój wspaniały pokój :( ) a ja będę miała takie szczęście, że będę mogła sobie wybrać jedną z sypialni dzieci, którą będę chciała (serio!?). Co jest równoznaczne z dzieleniem łazienki z dziećmi. Ale gwóźdź do trumny był wczoraj.
Hostka poinformowała mnie o godzinie 9pm, że mam wolny piątek i cały weekend, bo oni wyjeżdżają. Ok, dzięki za szybkie poinformowanie mnie, że mogę sobie zrobić plany i gdzieś pojechać! Spytałam się jej co w takim razie z moją uczelnią, bo mam zajęcia w sobotę na 10. Powiedziała, że w związku z tym, że uber jest drogi (20$ za przejażdżkę w jedną i drugą stronę. Jak dla mnie to nie jest to majątek...) to mam wziąć autobus. Spytałam się, czy z jej głową jest wszystko ok, bo komunikacją miejską to są dwie godziny drogi, w dodatku trzema różnymi osobami. Gdy jej to po raz kolejny uświadomiłam to powiedziała mi, że jak pojadę uberem to możemy podzielić koszty, wtf? Widząc mój wzrok dała mi kolejną alternatywę. UWAGA, UWAGA! Mam poprosić jakiegoś znajomego, żeby mnie podwiózł na zajęcia... Ręce mi opadły. Powiedziałam więc jej, że to nie fair, iż zostawiają mnie na cały weekend bez samochodu, bo co mi po tym wolnym, skoro i tak będę siedziała z dupą w domu. To mi odpowiedziała, że w kontrakcie nie ma, że muszą mieć dla mnie samochód i wie, że to jest wkurzające, ale generalnie nic ją to nie obchodzi.
Co mnie jeszcze denerwuje, to to że pomimo tego, że robię więcej, niż powinnam to ostatnio również usłyszałam coś co mnie wmurowało w ziemie. Chciałam wziąć takie zajęcia na uczelni, które by mi coś dały. I wybrałam sobie prawo w biznesie, z takiego względu, że mnie to zwyczajnie interesuje. Zajęcia zaczynałyby się o godzinie 6:30pm. Powiedziałam o tym mojej HM. Wiecie co usłyszałam? Że mam wybrać zajęcia nocne (od 8pm) albo weekendowe, bo ona nie chce prosić męża, żeby specjalnie zwalniał się wcześniej z pracy, a ona mi nie może obiecać, że będzie wracała wcześniej. Słucham? Ja robię więcej, niż powinnam (około 11-12h dziennie), a ona mi mówi, że problemem dla niej jest wcześniejszy powrót do domu dwa razy w tygodniu? Serio? I jeszcze dodała, że przecież robię to tylko dla kredytów... Może niektórzy robią to tylko dla kredytów i chcą chodzić na taniec, albo aerobik. Ja natomiast chciałabym coś wynieść z tych zajęć.
Już naprawdę nie wiem jak mam tutaj żyć. Życie operki, takie piękne! Szczerze? Czasami jest to koszmar na jawie!
Gdybym była osobą, która się łatwo poddaje to wróciłabym do domu. Ale nie po to tutaj przyjechałam. Jestem tutaj, żeby spełniać moje marzenia, poznawać świat i kulturę! Tak więc nie ugnę się, nie spadnę, mimo tego, że ludzie starają się mnie zwalić w dół. I wiecie co wam powiem? Będę walczyć o swoje. Po raz kolejny zdecyduje się na swoje szczęście, znów pomyślę o sobie i zmienię rodzinę. I będę to robić dopóki nie poczuję, że osiągnęłam to po co tu przyjechałam.
Pomimo wszystkich złych sytuacji, jeżeli wątpicie w słuszność swojego wyjazdu powiem wam tylko jedno. Nie pozwólcie by porażki innych osób powstrzymały was od spełniania waszych marzeń! :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą San Jose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą San Jose. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 lipca 2016
czwartek, 16 czerwca 2016
Perfect host family?
Oficjalnie stwierdzam, że nie ma czegoś takiego jak perfect host family. Po prostu nie ma. Zawsze jest coś nie tak, zawsze będą jakieś niedogodności i nawet spięcia. Jest to całkiem normalne, bo przecież mieszkamy z całkiem obcymi ludźmi, którzy mają już swoje nawyki, byli wychowywani w ten czy inny sposób i wychowują również po swojemu.
Bycie Au Pair to nie życie usłane różami przez rok. Wiadome jest, że nikt nie będzie traktował ciebie jak księżniczki czy też księcia, ale jesteśmy również ludźmi i chcemy szacunku. Nie tylko względem naszej ciężkiej pracy, ale również względem tego, że jesteśmy istotą ludzką i to nam się zwyczajnie należy.
Jakiś czas temu napisałam posta o rodzinach, które traktują Au Pair jak niewolnice. Nie zawsze tak jest, ale często się to zdarza. I przed wyjazdem należy mieć zawsze tą myśl, że może być tak, iż będzie trzeba zmienić rodzinę.
W mojej poprzedniej HF miałam swój samochód. Gdy zmatchowałam się z moją obecną HF otrzymałam informację, że jestem ich pierwszą Au Pair, więc nie mają jeszcze dla mnie samochodu, ale do czerwca go kupią. Mamy już prawie połowę czerwca, a samochodu nadal nie ma. Oczywiście mam możliwości skorzystania z samochodu mojej hostki. Problem pojawia się wtedy, gdy w ciągu tygodnia nie wraca na czas z pracy, w związku z tym pracuję ponad 10 godzin i nawet jak już wróci jest godzina 20 i nie mam już możliwości udania się do większego sklepu. Albo gdy w piątki po pracy wychodzi na miasto - wtedy mam piątek w domu. I tak samo jest z weekendami. Ktoś może pomyśleć - czemu nie skorzystasz z komunikacji miejskiej? Otóż komunikacja miejska w Stanach nie jest dobrze rozwinięta, więc jeżeli nie mieszkasz w centrum takiego miasta jak Nowy Jork to bez samochodu nigdzie się nie ruszysz.
Najgorsza rzecz jest taka, że niby w San Jose jest dużo Au Pair a przez cały mój pobyt tutaj, tak naprawdę spotkałam się z trzema. Przy czym tylko jedna miała samochód, dzięki czemu mogła po mnie przyjechać. Na spotkanie z dwoma pozostałymi podwiozła mnie hostka, ale jak miała mnie odebrać to spóźniła się trzy godziny...
Kolejna rzecz to są nastroje. Wiadomo, że nie każdy chodzi zawsze uśmiechnięty i jak mieszkasz z kimś to jest to naturalne, że jesteś wyczulony na zmianę czyjegoś zachowania. Otóż moja hostka od jakichś dwóch tygodni ma bad days. Nie mówi wprost, że coś jest nie tak, ale widzę po jej zachowaniu, że coś nie gra. Niby jak z nią rozmawiałam w weekend to mówiła, że wszystko jest dobrze i nie jest zła na mnie, ani nic takiego, ale mimo wszystko wyczuwa się tą atmosferę.
I kolejna rzecz to brak informacji. Moja hostka od jakichś trzech tygodni powinna kończyć pracę o 2 i być w domu około 3. Wraca o 5, 8, a czasami w ogóle nie wraca. I co mnie najbardziej wkurza? Że nie otrzymuję od niej informacji, że będzie później, albo że host będzie przed nią. W związku z tym, że nie mam samochodu to i tak jestem uziemiona w domu, więc dzieci cały czas są pod opieką. Niemniej jednak fajnie by było wiedzieć takie rzeczy, bo to przecież ja zajmuję się w tym momencie dziećmi ponad 10 godzin dziennie.
Naprawdę lubię swoją host family. Uważam, że są jedną z tych dobrych rodzin na jakie można trafić, ale jak widać nie są perfect. No bo kto jest?
To są takie małe rzeczy, które niby nie mają znaczenia, ale jednak są dosyć istotne. W związku z tym, że jestem osoba, która nie lubi być uzależniona od innych takie rzeczy mnie strasznie denerwują. Tak więc szykuję się do poważnej rozmowy z moimi hostami i mam szczerą nadzieję, że to pomoże. Jeżeli nie to trzeba zacisnąć zęby i jakoś przetrwać do stycznia.
Jak na razie dzięki temu programowi nauczyłam się między innymi tego, że ciężko się żyje z osobami o innym charakterze.
A z takich miłych rzeczy to w sobotę wybrałam się do Japońskiego ogrodu z Kasią, a w niedziele poszłam do kina i na zakupy z dwoma dziewczynami z Tajlandii. Było naprawdę sympatycznie!
Nie wiem czy to działa wszędzie i w każdym kinie, ale warto sprawdzić. W kinie w San Jose, jeżeli się pójdzie na seans przed 1PM jest on tańszy. My płaciłyśmy około 7$ za osobę, więc cena bardzo ładna. :)
Bycie Au Pair to nie życie usłane różami przez rok. Wiadome jest, że nikt nie będzie traktował ciebie jak księżniczki czy też księcia, ale jesteśmy również ludźmi i chcemy szacunku. Nie tylko względem naszej ciężkiej pracy, ale również względem tego, że jesteśmy istotą ludzką i to nam się zwyczajnie należy.
Jakiś czas temu napisałam posta o rodzinach, które traktują Au Pair jak niewolnice. Nie zawsze tak jest, ale często się to zdarza. I przed wyjazdem należy mieć zawsze tą myśl, że może być tak, iż będzie trzeba zmienić rodzinę.
W mojej poprzedniej HF miałam swój samochód. Gdy zmatchowałam się z moją obecną HF otrzymałam informację, że jestem ich pierwszą Au Pair, więc nie mają jeszcze dla mnie samochodu, ale do czerwca go kupią. Mamy już prawie połowę czerwca, a samochodu nadal nie ma. Oczywiście mam możliwości skorzystania z samochodu mojej hostki. Problem pojawia się wtedy, gdy w ciągu tygodnia nie wraca na czas z pracy, w związku z tym pracuję ponad 10 godzin i nawet jak już wróci jest godzina 20 i nie mam już możliwości udania się do większego sklepu. Albo gdy w piątki po pracy wychodzi na miasto - wtedy mam piątek w domu. I tak samo jest z weekendami. Ktoś może pomyśleć - czemu nie skorzystasz z komunikacji miejskiej? Otóż komunikacja miejska w Stanach nie jest dobrze rozwinięta, więc jeżeli nie mieszkasz w centrum takiego miasta jak Nowy Jork to bez samochodu nigdzie się nie ruszysz.
Najgorsza rzecz jest taka, że niby w San Jose jest dużo Au Pair a przez cały mój pobyt tutaj, tak naprawdę spotkałam się z trzema. Przy czym tylko jedna miała samochód, dzięki czemu mogła po mnie przyjechać. Na spotkanie z dwoma pozostałymi podwiozła mnie hostka, ale jak miała mnie odebrać to spóźniła się trzy godziny...
Kolejna rzecz to są nastroje. Wiadomo, że nie każdy chodzi zawsze uśmiechnięty i jak mieszkasz z kimś to jest to naturalne, że jesteś wyczulony na zmianę czyjegoś zachowania. Otóż moja hostka od jakichś dwóch tygodni ma bad days. Nie mówi wprost, że coś jest nie tak, ale widzę po jej zachowaniu, że coś nie gra. Niby jak z nią rozmawiałam w weekend to mówiła, że wszystko jest dobrze i nie jest zła na mnie, ani nic takiego, ale mimo wszystko wyczuwa się tą atmosferę.
I kolejna rzecz to brak informacji. Moja hostka od jakichś trzech tygodni powinna kończyć pracę o 2 i być w domu około 3. Wraca o 5, 8, a czasami w ogóle nie wraca. I co mnie najbardziej wkurza? Że nie otrzymuję od niej informacji, że będzie później, albo że host będzie przed nią. W związku z tym, że nie mam samochodu to i tak jestem uziemiona w domu, więc dzieci cały czas są pod opieką. Niemniej jednak fajnie by było wiedzieć takie rzeczy, bo to przecież ja zajmuję się w tym momencie dziećmi ponad 10 godzin dziennie.
Naprawdę lubię swoją host family. Uważam, że są jedną z tych dobrych rodzin na jakie można trafić, ale jak widać nie są perfect. No bo kto jest?
To są takie małe rzeczy, które niby nie mają znaczenia, ale jednak są dosyć istotne. W związku z tym, że jestem osoba, która nie lubi być uzależniona od innych takie rzeczy mnie strasznie denerwują. Tak więc szykuję się do poważnej rozmowy z moimi hostami i mam szczerą nadzieję, że to pomoże. Jeżeli nie to trzeba zacisnąć zęby i jakoś przetrwać do stycznia.
Jak na razie dzięki temu programowi nauczyłam się między innymi tego, że ciężko się żyje z osobami o innym charakterze.
A z takich miłych rzeczy to w sobotę wybrałam się do Japońskiego ogrodu z Kasią, a w niedziele poszłam do kina i na zakupy z dwoma dziewczynami z Tajlandii. Było naprawdę sympatycznie!
Nie wiem czy to działa wszędzie i w każdym kinie, ale warto sprawdzić. W kinie w San Jose, jeżeli się pójdzie na seans przed 1PM jest on tańszy. My płaciłyśmy około 7$ za osobę, więc cena bardzo ładna. :)
niedziela, 5 czerwca 2016
Polish Food Festival!
Wczoraj pojechaliśmy z moją Host Family na Polish Food Festival. Było świetnie! Dużo jedzenia, polska muzyka i przede wszystkim polskie PIWO!
Moja hostka tak polubiła pierogi z kapustą i grzybami, że aż kupili ich cały karton!
Moja hostka tak polubiła pierogi z kapustą i grzybami, że aż kupili ich cały karton!
czwartek, 2 czerwca 2016
Dwa miesiące w Kalifornii!
Po ponad dwóch miesiącach w Kalifornii w końcu zdecydowałam się poznać jakieś AuPair. Spotkałam się z dwoma Czeszakami i szczerze mówiąc nie jestem zadowolona i nie sądzę, abyśmy się jeszcze spotkały. Oprócz tego, że przez większość spotkania rozmawiały między sobą po czesku to jedna z nich traktowała mnie zupełnie tak jakby nie chciała, żebym tam była. Druga z kolei była sympatyczna, ALE powiedziała, że woli czytać książki i chodzić na koncerty, niż podróżować. Nie powiem, też lubię to robić, ale po co przyjechała do Stanów jak nie chce nic zwiedzać? Nawet oddalonego o godzinę drogi San Francisco! Zwyczajnie nie mogę w to uwierzyć.
W sobotę wybieram się z moją Host Family na Polish Food Festival w Belmont.
A z takich dziwnych rzeczy.
Uwielbiam moją Host Family, są naprawdę cudowni, ale czasami się zatrzymuję z wielkim WTF. Gdy wychodzę z Hostką do baru ona w większości przypadków stawia drinki, gdy mam do niej dojechać płaci za Uber itp. Ale gdy wychodzimy wszyscy na lunch w sobotę muszę płacić za siebie. Nigdy nie musiałam tego robić, ale od dwóch tygodni właśnie tak to wygląda. Nie rozumiem tego, serio. Wydaje mi się, że nie powinnam płacić za lunch skoro idziemy na niego wszyscy, prawda? Tak więc teraz obieram taktykę, że gdy zaproponują mi wyjście na lunch zwyczajnie podziękuję. Jakoś nie uśmiecha mi się płacić po raz kolejny 30$ za jedzenie. :)
W piątek w San Jose ma być ponad 100 stopni. Będzie to najwyższa temperatura od 1996 roku i oczywiście musi to być wtedy, kiedy ja tutaj jestem!
W sobotę wybieram się z moją Host Family na Polish Food Festival w Belmont.
A z takich dziwnych rzeczy.
Uwielbiam moją Host Family, są naprawdę cudowni, ale czasami się zatrzymuję z wielkim WTF. Gdy wychodzę z Hostką do baru ona w większości przypadków stawia drinki, gdy mam do niej dojechać płaci za Uber itp. Ale gdy wychodzimy wszyscy na lunch w sobotę muszę płacić za siebie. Nigdy nie musiałam tego robić, ale od dwóch tygodni właśnie tak to wygląda. Nie rozumiem tego, serio. Wydaje mi się, że nie powinnam płacić za lunch skoro idziemy na niego wszyscy, prawda? Tak więc teraz obieram taktykę, że gdy zaproponują mi wyjście na lunch zwyczajnie podziękuję. Jakoś nie uśmiecha mi się płacić po raz kolejny 30$ za jedzenie. :)
W piątek w San Jose ma być ponad 100 stopni. Będzie to najwyższa temperatura od 1996 roku i oczywiście musi to być wtedy, kiedy ja tutaj jestem!
środa, 27 kwietnia 2016
TOEFL
Ostatnio zapisałam się na egzamin TOEFL. Koszt takiego egzaminu to 190$. Rodzina stwierdziła, że może zapłacić za ten egzamin, ale w związku z tym, że chciałam mieć całą kwotę 500$ na kursy stwierdziłam, że sama za to zapłacę. Gdy tak wypełniałam całą aplikację mogłam wybrać datę kiedy będę chciała pisać ten test. Oczywiście na szybko zaznaczyłam datę, w której mnie nie będzie w mieście. Napisałam do nich maila z pytaniem czy jest możliwość zmiany tej daty i otrzymałam odpowiedź pozytywną. Niestety musiałam zapłacić dodatkowe 60$ za taką zmianę. Moje konto płacze i krzyczy z rozpaczy.
Przestroga dla wszystkich, dokładnie sprawdzajcie datę, którą wybieracie na egzamin, bo później będziecie płakać tak jak ja teraz.
- AuPoor
Gdyby ktoś potrzebował linka do zapisania się na egzamin:
http://www.ets.org/toefl/ibt/register?WT.ac=toeflhome_ibtregister_121127
czwartek, 31 marca 2016
Słoneczna Kalifornia
Kalifornia - marzenie prawie każdego, ale nie moje! Zawsze chciałam mieszkać w Nowym Jorku, nigdy mnie nie ciągnęło do Kalifornii, nie na dłużej, niż maksymalnie dwa tygodnie wakacji. A teraz tutaj zamieszkałam. W związku z tym, że mam bardzo jasną karnację zanim wyjdę na dwór muszę się smarować kremem z filtrem 50. Niemniej jednak, czego się nie rob dla wspaniałej rodziny!
Mój pierwszy tydzień pracy wyglądał tak, że pracowałam jakieś 2-4 godzin w ciągu dnia i w tym czasie siedziałam z HM na kanapie, oglądałyśmy seriale, piłyśmy wino i rozmawiałyśmy. W tym tygodniu HM zaczęła chodzić do pracy, w związku z tym spędzam z dzieciakami ok. 9 godzin dziennie. Bawimy się, chodzimy do parku, oglądamy bajki, rysujemy i różne tego typu rzeczy. Moja HM ma bardzo luźne podejście do opieki nad dziećmi. Powiedziała mi wprost, że tak naprawdę potrzebna jestem do tego, żeby w razie jakby coś się stało dzieciom ktoś był na miejscu. Dodatkowo nie muszę na siłę bawić się z dzieciakami, jeżeli chcą bawić się same mogę zająć się swoimi sprawami, jak również mogę normalnie korzystać z telefonu i laptopa w czasie godzin pracy.
Wczoraj HM rozmawiała ze swoim bardzo dobrym kolegą i powiedziała mu, że ma Au Pair z Polski. Dodała, że w ogóle nie czuje jakbym dla niej pracowała, że jestem dla niej bardziej jak 'friend', z którą może oglądać seriale, pić wino, rozmawiać na babskie tematy i spędzać miło czas.
Dodatkowo dodali mnie do family membership na skałkach (chodzę z HM na ściankę wspinaczkową przynajmniej dwa razy w tygodniu) i mogę tam również korzystać z siłowni i jogi.
Jeżeli chodzi o samochód to jeszcze takowego dla mnie nie kupili, ale jakoś niespecjalnie mi to jeszcze przeszkadza. Lubię spędzać z nimi czas i jak na razie oba weekendy były bardzo zajmujące. Jak również, gdy potrzebuję czegoś ze sklepu to albo mnie podrzucają, albo mi kupują to co potrzebuję. Dodatkowo zawsze mogę wziąć samochód HM.
Dzieciaki są również fantastyczne, zwłaszcza 10-latka, która jest bardzo samodzielna i spokojna. 3-latek ma dużo energii i mamy potty training.
Mój pierwszy tydzień pracy wyglądał tak, że pracowałam jakieś 2-4 godzin w ciągu dnia i w tym czasie siedziałam z HM na kanapie, oglądałyśmy seriale, piłyśmy wino i rozmawiałyśmy. W tym tygodniu HM zaczęła chodzić do pracy, w związku z tym spędzam z dzieciakami ok. 9 godzin dziennie. Bawimy się, chodzimy do parku, oglądamy bajki, rysujemy i różne tego typu rzeczy. Moja HM ma bardzo luźne podejście do opieki nad dziećmi. Powiedziała mi wprost, że tak naprawdę potrzebna jestem do tego, żeby w razie jakby coś się stało dzieciom ktoś był na miejscu. Dodatkowo nie muszę na siłę bawić się z dzieciakami, jeżeli chcą bawić się same mogę zająć się swoimi sprawami, jak również mogę normalnie korzystać z telefonu i laptopa w czasie godzin pracy.
Wczoraj HM rozmawiała ze swoim bardzo dobrym kolegą i powiedziała mu, że ma Au Pair z Polski. Dodała, że w ogóle nie czuje jakbym dla niej pracowała, że jestem dla niej bardziej jak 'friend', z którą może oglądać seriale, pić wino, rozmawiać na babskie tematy i spędzać miło czas.
Dodatkowo dodali mnie do family membership na skałkach (chodzę z HM na ściankę wspinaczkową przynajmniej dwa razy w tygodniu) i mogę tam również korzystać z siłowni i jogi.
Jeżeli chodzi o samochód to jeszcze takowego dla mnie nie kupili, ale jakoś niespecjalnie mi to jeszcze przeszkadza. Lubię spędzać z nimi czas i jak na razie oba weekendy były bardzo zajmujące. Jak również, gdy potrzebuję czegoś ze sklepu to albo mnie podrzucają, albo mi kupują to co potrzebuję. Dodatkowo zawsze mogę wziąć samochód HM.
Dzieciaki są również fantastyczne, zwłaszcza 10-latka, która jest bardzo samodzielna i spokojna. 3-latek ma dużo energii i mamy potty training.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
