Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rematch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rematch. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2016

Drugi rematch i szukanie rodziny

W związku z tym, że zostały mi tylko dwa miesiące do końca programu, jest to mój drugi rematch oraz zły czas na szukanie rodziny, miałam tylko trzy host families na moim profilu. Mam czas na znalezienie nowych hostów do 21 listopada, albo wracam do Polski.

Pierwsza rodzina
- 4 dzieci
- Ohio

Druga rodzina
- 3-letnie bliźniaki
- samotny ojciec homoseksualista
- 30 mil od mojej obecnej lokalizacji

Trzecia rodzina
- 3 dzieci
- muzułmanie
- stay at home mom
- brak możliwości korzystania z samochodu po godzinach pracy
- 50 mil od mojej obecnej lokalizacji

Za namową mojej Area Director odrzuciłam samotnego ojca. Mówiła, że to nie jest dobra rodzina i że agencja jest mocno zaniepokojona co się dzieje w tym domu. Moje pytanie jest, dlaczego w takim razie takie rodziny są dalej w programie?
Trzeciej rodziny zdecydowanie nie chcę. Znów utknę bez samochodu pośrodku niczego. W dodatku nasze religie są tak różne, że nie sądzę, abyśmy się dogadali. Nie mówiąc już, że stay at home mom jakoś nie specjalnie mnie raduje. I bardzo zależy mi na świętach.
Rodzina z Ohio była na moim profilu jak tylko znalazłam się w rematchu. Napisałam do nich dwa e-mail, niestety na żaden mi nie odpowiedzieli. Wczoraj znów weszli na mój profil i od razu otrzymałam od nich e-mail. Umówiliśmy się na dzisiaj na rozmowę przez Skype. I szczerze mówiąc mam nadzieję, że się zmatchujemy. Rozmawiałam z ich poprzednią au pair i mówi, że to jest naprawdę dobra rodzina. Jeżeli mnie nie wybiorą to zdecydowanie wracam do Polski!

Trzymajcie kciuki!

poniedziałek, 7 listopada 2016

Hawaje i rematch

Tydzień temu wróciłam z Hawajów! Jest tam naprawdę przepięknie! Poznałam mnóstwo niesamowitych ludzi, z którymi mam nadzieję się jeszcze spotkam w przyszłości.
Pierwszą noc spałyśmy z Dominiką na Couchsurfing. Niestety nie poznałyśmy naszego hosta, ponieważ pracował na innej wyspie, ale towarzystwa dotrzymał nam jego współlokator i jego dziewczyna. Kolejne pięć nocy spałyśmy w Airbnb z trzema innymi polakami. Oglądaliśmy wschód słońca na wulkanie, pojechaliśmy do Hany i byliśmy na czerwonej plaży. I obowiązkowo piliśmy mleko kokosowe z łupiny!










A co do rematchu. Dzisiaj była u nas Area Director i zostałam poinformowana, że moi hości chcą rematch. A jaka przyczyna? Za mało zaangażowania w zabawę z 4-latkiem. Cały tydzień była zła atmosfera w domu i dało się wyczuć, że coś się stanie. Spędziłam bite dwa dni w pokoju nie wychodząc z niego. A dzisiaj informacja, że rematch. Gdy wczoraj zadzwonił do mnie host i mi powiedział, że dzisiaj rano przychodzi nasza Area Director to się tego spodziewałam. Ale najbardziej mnie boli, że hostka nie umiała mi tego sama powiedzieć, oraz że za dwa miesiące kończę program.
A więc znów wyzwanie na znalezienie fajnej rodziny w dwa tygodnie! Jak się nie uda to przynajmniej będę na święta w domu.

sobota, 23 lipca 2016

American dream?

Zastanawiam się na rematchem - znowu! Chyba nie będę miała mojego american dream.
Już od jakiegoś czasu wkurzało mnie to, że nie mam auta i mówiłam o tym moim hostom. Słyszałam wtedy, że się rozglądają, że szukają i że coś tam. Ok, przeżyłam cztery miesiące bez auta to dam radę do końca roku - tak sobie pomyślałam, gdy już wiedziałam, że nie ma sensu błagać i prosić. Ostatnio się dowiedziałam, że moi hości się rozwodzą. Ciężka sprawa, ale znów stwierdziłam, że dam radę. Jestem silna, ja sobie nie poradzę? I wtedy kolejna szpilka się wdarła. Hostka oznajmiła mi, że będą mieszkać w dwóch osobnych mieszkaniach i będę wędrować z dzieciakami na zasadzie dwa dni tu, dwa dni tam i weekend co tydzień z kimś innym. Ok, bez samochodu słabo, bo niby jak mam się dostać do drugiego mieszkania z dzieciakami? Teleportować się? Ale hostka mnie uspokoiła i mówi, że pozostaniemy w tym samym dystrykcie, żeby młoda nie musiała zmieniać szkoły - spoko! Kolejna szpila. Hostka poinformowała mnie - tak, poinformowała, nie spytała - że gdy zamieszkamy w nowym mieszkaniu to wprowadzi się do nas jej koleżanka. Osobiście za nią nie przepadam, więc nie paliłam się do tego pomysłu. Następnie poinformowała mnie, że jeżeli zostaniemy w obecnym domu, a host wyprowadzi się do innego to - UWAGA - jej koleżanka zajmie mój pokój (mój wspaniały pokój :( ) a ja będę miała takie szczęście, że będę mogła sobie wybrać jedną z sypialni dzieci, którą będę chciała (serio!?). Co jest równoznaczne z dzieleniem łazienki z dziećmi. Ale gwóźdź do trumny był wczoraj.
Hostka poinformowała mnie o godzinie 9pm, że mam wolny piątek i cały weekend, bo oni wyjeżdżają. Ok, dzięki za szybkie poinformowanie mnie, że mogę sobie zrobić plany i gdzieś pojechać! Spytałam się jej co w takim razie z moją uczelnią, bo mam zajęcia w sobotę na 10. Powiedziała, że w związku z tym, że uber jest drogi (20$ za przejażdżkę w jedną i drugą stronę. Jak dla mnie to nie jest to majątek...) to mam wziąć autobus. Spytałam się, czy z jej głową jest wszystko ok, bo komunikacją miejską to są dwie godziny drogi, w dodatku trzema różnymi osobami. Gdy jej to po raz kolejny uświadomiłam to powiedziała mi, że jak pojadę uberem to możemy podzielić koszty, wtf? Widząc mój wzrok dała mi kolejną alternatywę. UWAGA, UWAGA! Mam poprosić jakiegoś znajomego, żeby mnie podwiózł na zajęcia... Ręce mi opadły. Powiedziałam więc jej, że to nie fair, iż zostawiają mnie na cały weekend bez samochodu, bo co mi po tym wolnym, skoro i tak będę siedziała z dupą w domu. To mi odpowiedziała, że w kontrakcie nie ma, że muszą mieć dla mnie samochód i wie, że to jest wkurzające, ale generalnie nic ją to nie obchodzi.

Co mnie jeszcze denerwuje, to to że pomimo tego, że robię więcej, niż powinnam to ostatnio również usłyszałam coś co mnie wmurowało w ziemie. Chciałam wziąć takie zajęcia na uczelni, które by mi coś dały. I wybrałam sobie prawo w biznesie, z takiego względu, że mnie to zwyczajnie interesuje. Zajęcia zaczynałyby się o godzinie 6:30pm. Powiedziałam o tym mojej HM. Wiecie co usłyszałam? Że mam wybrać zajęcia nocne (od 8pm) albo weekendowe, bo ona nie chce prosić męża, żeby specjalnie zwalniał się wcześniej z pracy, a ona mi nie może obiecać, że będzie wracała wcześniej. Słucham? Ja robię więcej, niż powinnam (około 11-12h dziennie), a ona mi mówi, że problemem dla niej jest wcześniejszy powrót do domu dwa razy w tygodniu? Serio? I jeszcze dodała, że przecież robię to tylko dla kredytów... Może niektórzy robią to tylko dla kredytów i chcą chodzić na taniec, albo aerobik. Ja natomiast chciałabym coś wynieść z tych zajęć.

Już naprawdę nie wiem jak mam tutaj żyć. Życie operki, takie piękne! Szczerze? Czasami jest to koszmar na jawie!

Gdybym była osobą, która się łatwo poddaje to wróciłabym do domu. Ale nie po to tutaj przyjechałam. Jestem tutaj, żeby spełniać moje marzenia, poznawać świat i kulturę! Tak więc nie ugnę się, nie spadnę, mimo tego, że ludzie starają się mnie zwalić w dół. I wiecie co wam powiem? Będę walczyć o swoje. Po raz kolejny zdecyduje się na swoje szczęście, znów pomyślę o sobie i zmienię rodzinę. I będę to robić dopóki nie poczuję, że osiągnęłam to po co tu przyjechałam.

Pomimo wszystkich złych sytuacji, jeżeli wątpicie w słuszność swojego wyjazdu powiem wam tylko jedno. Nie pozwólcie by porażki innych osób powstrzymały was od spełniania waszych marzeń! :)

piątek, 11 marca 2016

Au Pair - who we are?

Odnoszę wrażenie, że większość rodzin goszczących uważa Au Pair za pomoc domową. Podczas rozmowy rematchowej moja HM wyciągnęła kwestię tego, że gdy dzieci zwracają się do mnie 'musisz to zrobić, bo to twoja praca' ja im odpowiadam, że ja nie pracuję, tylko jestem na wymianie kulturowej i że pomagam w opiece nad nimi. Otóż zarówno HM jak i moja Area Director wspólnie stwierdziły, że to nie jest prawda, bo ja dla nich pracuję i otrzymuję za to wynagrodzenie. A oni dodatkowo traktują mnie jak 'członka rodziny', np. idę z nimi na kolację czy coś (jestem u nich prawie dwie miesiące i nigdy nigdzie nie wyszliśmy).
Byłam w szoku, gdy usłyszałam takie słowa. W życiu bym się nie zgodziła na taką pracę i to za tak śmieszne pieniądze. Doszłam do wniosku, że chyba czytałyśmy inne regulaminy.
Nic więc dziwnego, że u mojej obecnej rodziny jestem traktowana jak tania siła robocza. Dwa razy dziennie wynoszę śmieci, sprzątam kuchnie, jak przyjdzie pranie HD to zabieram je i wieszam przed ich pokojem, wychodzę z psem i wiele innych rzeczy.

Natomiast zgodnie z regulaminem, który został podpisany przez obie strony:
Pobyt Au Pair nie jest pracą zarobkową i zgodnie z regulacjami Departamentu Stanu w USA ( US Department State), jest programem wymiany kulturowej umożliwiającym pobytu u rodzin amerykańskich, które w zamian za świadczenie opieki nad dziećmi zapewniają utrzymanie, kieszonkowe i możliwość nauki języka oraz poznawania kultury amerykańskiej.

W związku z wyżej wymienionym punktem moją 'pracą' jest wszystko to co jest związane z dziećmi. Niestety rodziny w dużej mierze wykorzystują Au Pair. Niby nie jest dla mnie problemem powkładanie naczyń do zmywarki, ale robienie tego po tym jak mnie cały weekend nie było w domu doprowadza mnie do szału. A jeszcze lepiej jak HP zostawiają naczynia w zlewie i ich nie wkładają nawet do zmywarki. Kto to musi wtedy zrobić? Au Pair. 

Dla większości rodzin jest to zwyczajnie posiadanie taniej gosposi. Jest to smutne, ale prawdziwe. 

wtorek, 8 marca 2016

Match!

A więc w weekend na mój profil weszła rodzina z San Jose w Kalifornii. Odbyłam z nimi dwie rozmowy na Skypie i zgodziliśmy się na match. Będę opiekować się dwójką dzieci, dziewczynką (10) i chłopcem (3).

Podczas drugiej rozmowy powiedziałam i wprost, że chcę rodziny, która będzie mnie traktowała jak członka rodziny, a nie tanią siłę roboczą. Dodałam również, że nie jest dla mnie problemem chodzić na przedstawienia dzieci w moim wolnym czasie - wręcz jest to dla mnie świetna zabawa i lubię robić takie rzeczy. Chciałabym być starszą siostrą dla ich dzieci i spędzić z nimi fantastyczny rok. Okazało się, że rodzina podziela moją opinię, jak również powiedzieli mi, że zanim dowiedzieli się o tym programie to chcieli przygarnąć jakiegoś studenta z wymiany.

Zanim się zmatchowałam dostałam od mojej HM SMS z informacją, że jeżeli nie znajdę rodziny do 18 marca to mogę zostać i pracować u nich dłużej, tydzień lub dwa. Było to bardzo miłe z jej strony.

Jest mi trochę smutno, że będę musiała zostawić Nowy Jork. Polubiłam to miasto i zaczęłam podzielać opinię, że w NY się mieszka, a do LA się jeździ na operacje plastyczne.


Rodzina wydaje się bardzo pozytywna i zupełnie inna od mojej obecnej. Bardziej normalna. Zobaczymy jak to będzie, liczę, że wszystko się ułoży! :)

środa, 2 marca 2016

Rematch!

Od piątku oficjalnie będę w rematchu.
Dzisiaj miałam rozmowę z Area Director i moją HM, Generalnie z opowieści mojej Hostki wszystko jest moją winą. Nie umiem gotować (nie wiedziałam, że ryż i ziemniaki powinnam robić w mikrofali), nie umiem angielskiego (myślała, że po miesiącu będę płynnie mówić), że frustruje ją, iż nie jestem zadowolona z pracy, którą wykonuje (jak można być szczęśliwym w miejscu, gdzie wiecznie są krzyki, płacze i dzieci cały czas niezadowolone i im coś nie pasuje i traktują cię jak sprzątaczkę) i oczywiście stały tekst, że coś jest expensive. Tym razem nie bluebarry, ale ja! Kosztuję ją 20 tysięcy rocznie i jestem straszna i okropna! Na koniec powiedziała, że to nie jest to czego oczekiwała i chce rematch.
Ja chciałam być miła (pierwsza mogłam wyrazić opinię) i powiedziałam, że ich lubię i chciałabym zostać o ile będę traktowana jak człowiek. Nope.
Lepiej wrócić do Polski, niż męczyć się z rodzinką z piekła rodem.

Oby się znalazła nowa rodzina i żebym miała dobry rok. Chyba gorzej już nie mogę trafić?

poniedziałek, 29 lutego 2016

Nowa rodzina

Nie jestem jeszcze oficjalnie w rematchu. Na razie się rozglądam i szukam rodzinki na własną rękę. Jeżeli ktoś z was wie o rodzince szukającej AuPair, bądź AuPair kończącej program z fajną rodzinką - dajcie mi znać, proszę! Nie jest dla mnie istotne gdzie wyląduję (prócz Alaski, nienawidzę zimy) ważne, że będzie to normalna rodzina.

Mój e-mail: nika@onet.pl

A tak na deser:
Hostka cały weekend robiła pranie, tylko po to, żeby zostawić mi je, abym mogła je poskładać w poniedziałek. :)

czwartek, 25 lutego 2016

Większe upadki

Myślę nad zmianą rodzinki. Poważnie się nad tym zastanawiam. To co się tutaj dzieje nie jest normalne. Moja 14 - letnia HK  dwa tygodnie temu próbowała mnie uderzyć, tydzień temu przeprowadziłam z Hostką rozmowę na ten temat. Dowiedziałam się, że w takiej sytuacji powinnam powiedzieć 'B. nie rób tak, to mnie boli'. Rozumiem, że takie rzeczy się mówi 2 - latkowi, ale nie nastolatce!
Dzieciaki nie mają żadnej dyscypliny, ani też szacunku do innych osób, najstarsza potrafi powiedzieć do swojej mamy 'shut the fuck up', a HM nic.
Moim obowiązkiem prócz wychodzenie z psem jest wiązanie butów dzieciom. Wszystkim dzieciom. Tak samo jest z czytaniem książek. Mam czytać książkę nastolatce. I kroić im mięso w kosteczkę. Czyli załóżmy, jeżeli mamy smażone piersi z kurczaka nie mogę ich zostawić tak jak są, tylko muszę pokroić w kosteczkę,
Nie otrzymuję żadnej pomocy od nikogo. Nie mam wsparcia od Hostów, nie czuję się jak członek rodziny. Dzieci często potrafią mi powiedzieć, że muszę coś zrobić, bo to jest moja praca. Jestem zwyczajnie w głębokim szoku.
Gdy HM jedzie na zakupy nie pyta się mnie, czy czegoś nie potrzebuję ze sklepu. A gdy jej w końcu  napisałam SMS, czy mogłaby mi kupić zwykłą colę (zrobiła zakupy i nakupowała pełno napojów dla każdego prócz mnie) to odpisała, że jak kiedyś tam będzie w sklepie to kupi.
Obecnie jestem od mniej więcej początku tygodnia chora i nie jest to w domu żadną tajemnicą. Hostka wyrzuciła mnie wczoraj na spacer z psem, pomimo tego, że padało.
Generalnie jestem bardziej jak służąca i sprzątaczka, niż jak Au Pair.
Mówią, że na początku jest pod górkę, żeby na końcu można było oglądać widoki z góry. Zastanawiam się, czy dalej się wspinać po tej samej ścieżce, czy po prostu wybrać mniej wyboistą drogę.