Po ponad dwóch miesiącach w Kalifornii w końcu zdecydowałam się poznać jakieś AuPair. Spotkałam się z dwoma Czeszakami i szczerze mówiąc nie jestem zadowolona i nie sądzę, abyśmy się jeszcze spotkały. Oprócz tego, że przez większość spotkania rozmawiały między sobą po czesku to jedna z nich traktowała mnie zupełnie tak jakby nie chciała, żebym tam była. Druga z kolei była sympatyczna, ALE powiedziała, że woli czytać książki i chodzić na koncerty, niż podróżować. Nie powiem, też lubię to robić, ale po co przyjechała do Stanów jak nie chce nic zwiedzać? Nawet oddalonego o godzinę drogi San Francisco! Zwyczajnie nie mogę w to uwierzyć.
W sobotę wybieram się z moją Host Family na Polish Food Festival w Belmont.
A z takich dziwnych rzeczy.
Uwielbiam moją Host Family, są naprawdę cudowni, ale czasami się zatrzymuję z wielkim WTF. Gdy wychodzę z Hostką do baru ona w większości przypadków stawia drinki, gdy mam do niej dojechać płaci za Uber itp. Ale gdy wychodzimy wszyscy na lunch w sobotę muszę płacić za siebie. Nigdy nie musiałam tego robić, ale od dwóch tygodni właśnie tak to wygląda. Nie rozumiem tego, serio. Wydaje mi się, że nie powinnam płacić za lunch skoro idziemy na niego wszyscy, prawda? Tak więc teraz obieram taktykę, że gdy zaproponują mi wyjście na lunch zwyczajnie podziękuję. Jakoś nie uśmiecha mi się płacić po raz kolejny 30$ za jedzenie. :)
W piątek w San Jose ma być ponad 100 stopni. Będzie to najwyższa temperatura od 1996 roku i oczywiście musi to być wtedy, kiedy ja tutaj jestem!
czwartek, 2 czerwca 2016
niedziela, 1 maja 2016
Ameryka nie zawsze taka kolorowa
Ostatnio na facebook'u natknęłam się na post, który sprawił, że zagotowałam się w środku. Mianowicie sposób w jaki niektóre Host Family traktują AuPair. Ale zacznę od początku.
Dlaczego zdecydowałam się na wyjazd jako AuPair? Mogłabym tutaj powiedzieć, że lubię zajmować się dziećmi, ale przecież to mogę robić praktycznie wszędzie. Nie muszę specjalnie po to lecieć na inny kontynent. Zdecydowałam się być AuPair, ponieważ zwiedzenie Stanów Zjednoczonych od zawsze było moim marzeniem. Niestety nie stać mnie było na wyjazd turystyczny, a tym bardziej na studia tutaj, w związku z tym zostało jedno rozwiązanie - AuPair!
Zawsze myślałam, że rodziny przyjmują AuPair z otwartymi ramionami! W końcu jest to osoba z innego kraju, która przyleciała tyle kilometrów, żeby z nimi być, a co najważniejsze dbać o ich dzieci. Osoba taka przynosi do rodziny nową kulturę i język! Według mnie - niesamowita rzecz.
Niestety nie wszystkie rodziny właśnie tak postrzegają AuPair. Dla niektórych rodzin jesteśmy tanią siłą roboczą, którą sprowadzają sobie z innych krajów, żeby robiły wszystko, a najlepiej jakby nie oczekiwały niczego. Niektóre historie dziewczyn mnie bardzo rozbawiły, np. jedna z nich musiała siedzieć przy pralce, gdy robiła pranie, bo może wybuchnąć. Jeszcze inne bardzo mnie zdenerwowały, np. rozliczanie się za część swojego jedzenia, które zjadła na mieście z dzieckiem. Z kolei ja musiałam stać w łazience 10-latki, gdy ta się kąpała z ręcznikiem w ręce, albo gdy nie miałam nic do zrobienia (bo dzieci były na zajęciach, wszędzie było posprzątane, itp.) musiałam układać rzeczy w szafkach. Wiele okropnych historii można przeczytać o tym jak AuPair są traktowane jak niewolnice i nie jest im okazywany należyty im szacunek.
AuPair jest częścią rodziny i powinna się tak zachowywać - to prawda. Nie mam problemu z wyjęciem naczyń ze zmywarki, wyniesieniem śmieci, czy też odkurzeniem podłogi w salonie. ALE nie będę tego robić cały czas i to w dodatku tylko ja. Jest to przestrzeń wspólna, w związku z tym każdy powinien to robić. Najgorzej jest, gdy robisz coś co nie należy do Twoich obowiązków, rodzina się przyzwyczai, a później gdy raz tego nie zrobisz jest awantura.
Wiadomo, że nie powinniśmy oczekiwać cudów na kiju i wakacji. Przyjechałyśmy tutaj z jasną perspektywą tego, że będziemy zajmować się dziećmi.
Z całego serca rozumiem, gdy AuPair opowiada o swoich HK i nazywa je 'bachorami', 'gówniarzami', itp. Jest tutaj ważna kwestia wychowania dzieci przez ich rodziców. Jeżeli dzieci nie mają do AuPair szacunku, traktują ją jak niewolnika i generalnie znęcają się nad nią psychicznie - w zupełności to rozumiem.
Jednakże nie zawsze rematch jest rozwiązaniem! Jakiś czas temu rozmawiałam z dziewczyną, która chce wziąć rematch, ponieważ ma niestały grafik (o którym wiedziała zanim się zdecydowała na rodzinę), oraz rodzina wyjeżdża na tydzień na wakacje i się spytali co chce, żeby jej kupić do jedzenia. Odpowiedziała, że nie wie, więc nic nie kupili i ma teraz pretensje i chce wziąć rematch. Tak, z całego serca popieram rematch, ale nie w takim przypadku!
Podsumowując, jeżeli nie czujesz się dobrze ze swoją HF i czujesz, że się nad Tobą znęcają - bierz rematch! Nie zastanawiaj się. Nawet po tygodniu ze swoją rodziną i tak możesz wziąć rematch, masz do tego pełne prawo!
W rematchu masz dwa tygodnie na znalezienie rodziny. Jeżeli w tym czasie nie znajdziesz nowej wracasz do domu. ALE zawsze możesz się dogadać ze swoją agencją, żeby przedłużyli Tobie możliwość znalezienia nowej rodziny. Jeżeli masz nawet spoko rodzinę to ich możesz spytać, czy możesz zostać u nich, np. tydzień dłużej. Jednakże większe jest prawdopodobieństwo, że w rematchu znajdziesz nową i w dodatku fantastyczną rodzinę, z którą spędzisz niesamowity rok! :)
A tak poza tym to wystartował wyścig autostopem Poznań - Makarska (Chorwacja). Bardzo żałuję, że w tym roku nie mogłam pojechać. Jednakże jeżeli ktoś kto to czyta jest na drodze i widzi autostopowicza - WEŹ GO! :)
Dlaczego zdecydowałam się na wyjazd jako AuPair? Mogłabym tutaj powiedzieć, że lubię zajmować się dziećmi, ale przecież to mogę robić praktycznie wszędzie. Nie muszę specjalnie po to lecieć na inny kontynent. Zdecydowałam się być AuPair, ponieważ zwiedzenie Stanów Zjednoczonych od zawsze było moim marzeniem. Niestety nie stać mnie było na wyjazd turystyczny, a tym bardziej na studia tutaj, w związku z tym zostało jedno rozwiązanie - AuPair!
Zawsze myślałam, że rodziny przyjmują AuPair z otwartymi ramionami! W końcu jest to osoba z innego kraju, która przyleciała tyle kilometrów, żeby z nimi być, a co najważniejsze dbać o ich dzieci. Osoba taka przynosi do rodziny nową kulturę i język! Według mnie - niesamowita rzecz.
Niestety nie wszystkie rodziny właśnie tak postrzegają AuPair. Dla niektórych rodzin jesteśmy tanią siłą roboczą, którą sprowadzają sobie z innych krajów, żeby robiły wszystko, a najlepiej jakby nie oczekiwały niczego. Niektóre historie dziewczyn mnie bardzo rozbawiły, np. jedna z nich musiała siedzieć przy pralce, gdy robiła pranie, bo może wybuchnąć. Jeszcze inne bardzo mnie zdenerwowały, np. rozliczanie się za część swojego jedzenia, które zjadła na mieście z dzieckiem. Z kolei ja musiałam stać w łazience 10-latki, gdy ta się kąpała z ręcznikiem w ręce, albo gdy nie miałam nic do zrobienia (bo dzieci były na zajęciach, wszędzie było posprzątane, itp.) musiałam układać rzeczy w szafkach. Wiele okropnych historii można przeczytać o tym jak AuPair są traktowane jak niewolnice i nie jest im okazywany należyty im szacunek.
AuPair jest częścią rodziny i powinna się tak zachowywać - to prawda. Nie mam problemu z wyjęciem naczyń ze zmywarki, wyniesieniem śmieci, czy też odkurzeniem podłogi w salonie. ALE nie będę tego robić cały czas i to w dodatku tylko ja. Jest to przestrzeń wspólna, w związku z tym każdy powinien to robić. Najgorzej jest, gdy robisz coś co nie należy do Twoich obowiązków, rodzina się przyzwyczai, a później gdy raz tego nie zrobisz jest awantura.
Wiadomo, że nie powinniśmy oczekiwać cudów na kiju i wakacji. Przyjechałyśmy tutaj z jasną perspektywą tego, że będziemy zajmować się dziećmi.
Z całego serca rozumiem, gdy AuPair opowiada o swoich HK i nazywa je 'bachorami', 'gówniarzami', itp. Jest tutaj ważna kwestia wychowania dzieci przez ich rodziców. Jeżeli dzieci nie mają do AuPair szacunku, traktują ją jak niewolnika i generalnie znęcają się nad nią psychicznie - w zupełności to rozumiem.
Jednakże nie zawsze rematch jest rozwiązaniem! Jakiś czas temu rozmawiałam z dziewczyną, która chce wziąć rematch, ponieważ ma niestały grafik (o którym wiedziała zanim się zdecydowała na rodzinę), oraz rodzina wyjeżdża na tydzień na wakacje i się spytali co chce, żeby jej kupić do jedzenia. Odpowiedziała, że nie wie, więc nic nie kupili i ma teraz pretensje i chce wziąć rematch. Tak, z całego serca popieram rematch, ale nie w takim przypadku!
Podsumowując, jeżeli nie czujesz się dobrze ze swoją HF i czujesz, że się nad Tobą znęcają - bierz rematch! Nie zastanawiaj się. Nawet po tygodniu ze swoją rodziną i tak możesz wziąć rematch, masz do tego pełne prawo!
W rematchu masz dwa tygodnie na znalezienie rodziny. Jeżeli w tym czasie nie znajdziesz nowej wracasz do domu. ALE zawsze możesz się dogadać ze swoją agencją, żeby przedłużyli Tobie możliwość znalezienia nowej rodziny. Jeżeli masz nawet spoko rodzinę to ich możesz spytać, czy możesz zostać u nich, np. tydzień dłużej. Jednakże większe jest prawdopodobieństwo, że w rematchu znajdziesz nową i w dodatku fantastyczną rodzinę, z którą spędzisz niesamowity rok! :)
A tak poza tym to wystartował wyścig autostopem Poznań - Makarska (Chorwacja). Bardzo żałuję, że w tym roku nie mogłam pojechać. Jednakże jeżeli ktoś kto to czyta jest na drodze i widzi autostopowicza - WEŹ GO! :)
środa, 27 kwietnia 2016
TOEFL
Ostatnio zapisałam się na egzamin TOEFL. Koszt takiego egzaminu to 190$. Rodzina stwierdziła, że może zapłacić za ten egzamin, ale w związku z tym, że chciałam mieć całą kwotę 500$ na kursy stwierdziłam, że sama za to zapłacę. Gdy tak wypełniałam całą aplikację mogłam wybrać datę kiedy będę chciała pisać ten test. Oczywiście na szybko zaznaczyłam datę, w której mnie nie będzie w mieście. Napisałam do nich maila z pytaniem czy jest możliwość zmiany tej daty i otrzymałam odpowiedź pozytywną. Niestety musiałam zapłacić dodatkowe 60$ za taką zmianę. Moje konto płacze i krzyczy z rozpaczy.
Przestroga dla wszystkich, dokładnie sprawdzajcie datę, którą wybieracie na egzamin, bo później będziecie płakać tak jak ja teraz.
- AuPoor
Gdyby ktoś potrzebował linka do zapisania się na egzamin:
http://www.ets.org/toefl/ibt/register?WT.ac=toeflhome_ibtregister_121127
czwartek, 31 marca 2016
Słoneczna Kalifornia
Kalifornia - marzenie prawie każdego, ale nie moje! Zawsze chciałam mieszkać w Nowym Jorku, nigdy mnie nie ciągnęło do Kalifornii, nie na dłużej, niż maksymalnie dwa tygodnie wakacji. A teraz tutaj zamieszkałam. W związku z tym, że mam bardzo jasną karnację zanim wyjdę na dwór muszę się smarować kremem z filtrem 50. Niemniej jednak, czego się nie rob dla wspaniałej rodziny!
Mój pierwszy tydzień pracy wyglądał tak, że pracowałam jakieś 2-4 godzin w ciągu dnia i w tym czasie siedziałam z HM na kanapie, oglądałyśmy seriale, piłyśmy wino i rozmawiałyśmy. W tym tygodniu HM zaczęła chodzić do pracy, w związku z tym spędzam z dzieciakami ok. 9 godzin dziennie. Bawimy się, chodzimy do parku, oglądamy bajki, rysujemy i różne tego typu rzeczy. Moja HM ma bardzo luźne podejście do opieki nad dziećmi. Powiedziała mi wprost, że tak naprawdę potrzebna jestem do tego, żeby w razie jakby coś się stało dzieciom ktoś był na miejscu. Dodatkowo nie muszę na siłę bawić się z dzieciakami, jeżeli chcą bawić się same mogę zająć się swoimi sprawami, jak również mogę normalnie korzystać z telefonu i laptopa w czasie godzin pracy.
Wczoraj HM rozmawiała ze swoim bardzo dobrym kolegą i powiedziała mu, że ma Au Pair z Polski. Dodała, że w ogóle nie czuje jakbym dla niej pracowała, że jestem dla niej bardziej jak 'friend', z którą może oglądać seriale, pić wino, rozmawiać na babskie tematy i spędzać miło czas.
Dodatkowo dodali mnie do family membership na skałkach (chodzę z HM na ściankę wspinaczkową przynajmniej dwa razy w tygodniu) i mogę tam również korzystać z siłowni i jogi.
Jeżeli chodzi o samochód to jeszcze takowego dla mnie nie kupili, ale jakoś niespecjalnie mi to jeszcze przeszkadza. Lubię spędzać z nimi czas i jak na razie oba weekendy były bardzo zajmujące. Jak również, gdy potrzebuję czegoś ze sklepu to albo mnie podrzucają, albo mi kupują to co potrzebuję. Dodatkowo zawsze mogę wziąć samochód HM.
Dzieciaki są również fantastyczne, zwłaszcza 10-latka, która jest bardzo samodzielna i spokojna. 3-latek ma dużo energii i mamy potty training.
Mój pierwszy tydzień pracy wyglądał tak, że pracowałam jakieś 2-4 godzin w ciągu dnia i w tym czasie siedziałam z HM na kanapie, oglądałyśmy seriale, piłyśmy wino i rozmawiałyśmy. W tym tygodniu HM zaczęła chodzić do pracy, w związku z tym spędzam z dzieciakami ok. 9 godzin dziennie. Bawimy się, chodzimy do parku, oglądamy bajki, rysujemy i różne tego typu rzeczy. Moja HM ma bardzo luźne podejście do opieki nad dziećmi. Powiedziała mi wprost, że tak naprawdę potrzebna jestem do tego, żeby w razie jakby coś się stało dzieciom ktoś był na miejscu. Dodatkowo nie muszę na siłę bawić się z dzieciakami, jeżeli chcą bawić się same mogę zająć się swoimi sprawami, jak również mogę normalnie korzystać z telefonu i laptopa w czasie godzin pracy.
Wczoraj HM rozmawiała ze swoim bardzo dobrym kolegą i powiedziała mu, że ma Au Pair z Polski. Dodała, że w ogóle nie czuje jakbym dla niej pracowała, że jestem dla niej bardziej jak 'friend', z którą może oglądać seriale, pić wino, rozmawiać na babskie tematy i spędzać miło czas.
Dodatkowo dodali mnie do family membership na skałkach (chodzę z HM na ściankę wspinaczkową przynajmniej dwa razy w tygodniu) i mogę tam również korzystać z siłowni i jogi.
Jeżeli chodzi o samochód to jeszcze takowego dla mnie nie kupili, ale jakoś niespecjalnie mi to jeszcze przeszkadza. Lubię spędzać z nimi czas i jak na razie oba weekendy były bardzo zajmujące. Jak również, gdy potrzebuję czegoś ze sklepu to albo mnie podrzucają, albo mi kupują to co potrzebuję. Dodatkowo zawsze mogę wziąć samochód HM.
Dzieciaki są również fantastyczne, zwłaszcza 10-latka, która jest bardzo samodzielna i spokojna. 3-latek ma dużo energii i mamy potty training.
piątek, 11 marca 2016
Au Pair - who we are?
Odnoszę wrażenie, że większość rodzin goszczących uważa Au Pair za pomoc domową. Podczas rozmowy rematchowej moja HM wyciągnęła kwestię tego, że gdy dzieci zwracają się do mnie 'musisz to zrobić, bo to twoja praca' ja im odpowiadam, że ja nie pracuję, tylko jestem na wymianie kulturowej i że pomagam w opiece nad nimi. Otóż zarówno HM jak i moja Area Director wspólnie stwierdziły, że to nie jest prawda, bo ja dla nich pracuję i otrzymuję za to wynagrodzenie. A oni dodatkowo traktują mnie jak 'członka rodziny', np. idę z nimi na kolację czy coś (jestem u nich prawie dwie miesiące i nigdy nigdzie nie wyszliśmy).
Byłam w szoku, gdy usłyszałam takie słowa. W życiu bym się nie zgodziła na taką pracę i to za tak śmieszne pieniądze. Doszłam do wniosku, że chyba czytałyśmy inne regulaminy.
Nic więc dziwnego, że u mojej obecnej rodziny jestem traktowana jak tania siła robocza. Dwa razy dziennie wynoszę śmieci, sprzątam kuchnie, jak przyjdzie pranie HD to zabieram je i wieszam przed ich pokojem, wychodzę z psem i wiele innych rzeczy.
Natomiast zgodnie z regulaminem, który został podpisany przez obie strony:
Pobyt Au Pair nie jest pracą zarobkową i zgodnie z regulacjami Departamentu Stanu w USA ( US
Department State), jest programem wymiany kulturowej umożliwiającym pobytu u rodzin amerykańskich,
które w zamian za świadczenie opieki nad dziećmi zapewniają utrzymanie, kieszonkowe i możliwość nauki
języka oraz poznawania kultury amerykańskiej.
W związku z wyżej wymienionym punktem moją 'pracą' jest wszystko to co jest związane z dziećmi. Niestety rodziny w dużej mierze wykorzystują Au Pair. Niby nie jest dla mnie problemem powkładanie naczyń do zmywarki, ale robienie tego po tym jak mnie cały weekend nie było w domu doprowadza mnie do szału. A jeszcze lepiej jak HP zostawiają naczynia w zlewie i ich nie wkładają nawet do zmywarki. Kto to musi wtedy zrobić? Au Pair.
Dla większości rodzin jest to zwyczajnie posiadanie taniej gosposi. Jest to smutne, ale prawdziwe.
wtorek, 8 marca 2016
Match!
A więc w weekend na mój profil weszła rodzina z San Jose w Kalifornii. Odbyłam z nimi dwie rozmowy na Skypie i zgodziliśmy się na match. Będę opiekować się dwójką dzieci, dziewczynką (10) i chłopcem (3).
Podczas drugiej rozmowy powiedziałam i wprost, że chcę rodziny, która będzie mnie traktowała jak członka rodziny, a nie tanią siłę roboczą. Dodałam również, że nie jest dla mnie problemem chodzić na przedstawienia dzieci w moim wolnym czasie - wręcz jest to dla mnie świetna zabawa i lubię robić takie rzeczy. Chciałabym być starszą siostrą dla ich dzieci i spędzić z nimi fantastyczny rok. Okazało się, że rodzina podziela moją opinię, jak również powiedzieli mi, że zanim dowiedzieli się o tym programie to chcieli przygarnąć jakiegoś studenta z wymiany.
Zanim się zmatchowałam dostałam od mojej HM SMS z informacją, że jeżeli nie znajdę rodziny do 18 marca to mogę zostać i pracować u nich dłużej, tydzień lub dwa. Było to bardzo miłe z jej strony.
Jest mi trochę smutno, że będę musiała zostawić Nowy Jork. Polubiłam to miasto i zaczęłam podzielać opinię, że w NY się mieszka, a do LA się jeździ na operacje plastyczne.
Rodzina wydaje się bardzo pozytywna i zupełnie inna od mojej obecnej. Bardziej normalna. Zobaczymy jak to będzie, liczę, że wszystko się ułoży! :)
Podczas drugiej rozmowy powiedziałam i wprost, że chcę rodziny, która będzie mnie traktowała jak członka rodziny, a nie tanią siłę roboczą. Dodałam również, że nie jest dla mnie problemem chodzić na przedstawienia dzieci w moim wolnym czasie - wręcz jest to dla mnie świetna zabawa i lubię robić takie rzeczy. Chciałabym być starszą siostrą dla ich dzieci i spędzić z nimi fantastyczny rok. Okazało się, że rodzina podziela moją opinię, jak również powiedzieli mi, że zanim dowiedzieli się o tym programie to chcieli przygarnąć jakiegoś studenta z wymiany.
Zanim się zmatchowałam dostałam od mojej HM SMS z informacją, że jeżeli nie znajdę rodziny do 18 marca to mogę zostać i pracować u nich dłużej, tydzień lub dwa. Było to bardzo miłe z jej strony.
Jest mi trochę smutno, że będę musiała zostawić Nowy Jork. Polubiłam to miasto i zaczęłam podzielać opinię, że w NY się mieszka, a do LA się jeździ na operacje plastyczne.
Rodzina wydaje się bardzo pozytywna i zupełnie inna od mojej obecnej. Bardziej normalna. Zobaczymy jak to będzie, liczę, że wszystko się ułoży! :)
środa, 2 marca 2016
Rematch!
Od piątku oficjalnie będę w rematchu.
Dzisiaj miałam rozmowę z Area Director i moją HM, Generalnie z opowieści mojej Hostki wszystko jest moją winą. Nie umiem gotować (nie wiedziałam, że ryż i ziemniaki powinnam robić w mikrofali), nie umiem angielskiego (myślała, że po miesiącu będę płynnie mówić), że frustruje ją, iż nie jestem zadowolona z pracy, którą wykonuje (jak można być szczęśliwym w miejscu, gdzie wiecznie są krzyki, płacze i dzieci cały czas niezadowolone i im coś nie pasuje i traktują cię jak sprzątaczkę) i oczywiście stały tekst, że coś jest expensive. Tym razem nie bluebarry, ale ja! Kosztuję ją 20 tysięcy rocznie i jestem straszna i okropna! Na koniec powiedziała, że to nie jest to czego oczekiwała i chce rematch.
Ja chciałam być miła (pierwsza mogłam wyrazić opinię) i powiedziałam, że ich lubię i chciałabym zostać o ile będę traktowana jak człowiek. Nope.
Lepiej wrócić do Polski, niż męczyć się z rodzinką z piekła rodem.
Oby się znalazła nowa rodzina i żebym miała dobry rok. Chyba gorzej już nie mogę trafić?
Dzisiaj miałam rozmowę z Area Director i moją HM, Generalnie z opowieści mojej Hostki wszystko jest moją winą. Nie umiem gotować (nie wiedziałam, że ryż i ziemniaki powinnam robić w mikrofali), nie umiem angielskiego (myślała, że po miesiącu będę płynnie mówić), że frustruje ją, iż nie jestem zadowolona z pracy, którą wykonuje (jak można być szczęśliwym w miejscu, gdzie wiecznie są krzyki, płacze i dzieci cały czas niezadowolone i im coś nie pasuje i traktują cię jak sprzątaczkę) i oczywiście stały tekst, że coś jest expensive. Tym razem nie bluebarry, ale ja! Kosztuję ją 20 tysięcy rocznie i jestem straszna i okropna! Na koniec powiedziała, że to nie jest to czego oczekiwała i chce rematch.
Ja chciałam być miła (pierwsza mogłam wyrazić opinię) i powiedziałam, że ich lubię i chciałabym zostać o ile będę traktowana jak człowiek. Nope.
Lepiej wrócić do Polski, niż męczyć się z rodzinką z piekła rodem.
Oby się znalazła nowa rodzina i żebym miała dobry rok. Chyba gorzej już nie mogę trafić?
Subskrybuj:
Posty (Atom)